Zachwyceni (fragment)

Słuchowisko

0
154

Słuchowisko “Zachwyceni” zostało wyróżnione na XVIII  Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji “Dwa Teatry – Sopot 2018” nagrodą im. Ireny i Tadeusza Byrskich, oraz nagrodę im. Maryny Okęckiej-Bromkowej Radia Olsztyn S.A.

Linki na temat słuchowiska:

TVP3 Olsztyn

Radio Białystok

Polskie Radio

Słuchowisko “Zachwyceni” można wysłuchać pod tym linkem.


Fragment słuchowiska

SCENA 1

[Gabinet szefa redakcji.]

SZEF

Na terapię też nie chciałeś pójść.

TOMASZ

To nie dla mnie.

SZEF

Przecież nawet nie spróbowałeś.

TOMASZ

Mają mi grzebać w głowie? Nie boisz się, co tam mogą znaleźć?

SZEF

Oj, już ty nie bądź taki nienormalny. Musisz złapać dystans.

TOMASZ

Do czego?

SZEF

Do tego wszystkiego. Może zmiana otoczenia ci pomoże.

TOMASZ

Ale ja mam co robić. Ty! Przecież my mamy taką redakcję,
wyślij kogoś od nich. Ja się na tym nie znam.

SZEF

I właśnie o to chodzi. Pojedziesz do Gietrzwałdu, rozejrzysz
się, popytasz, poczytasz, w jeziorze się wykąpiesz. Coś z tego będzie.

TOMASZ

Mam odpoczywać? Wyślij mnie nad jakieś ciepłe morze a nie na
Mazury.

SZEF

To akurat Warmia, ale co tam. Powiedz, ile my się znamy?

TOMASZ

Znamy się, znamy, tylko nie zaczynaj, proszę…

SZEF

Oszukałem cię kiedyś?

TOMASZ

A prosiłem.

SZEF

Jak wyślę kogoś od nich, to co oni napiszą? Przecież oni
wszystko już wiedzą, albo przynajmniej są przekonani. A ty musisz poszukać.

TOMASZ

A jak nic nie znajdę?

SZEF

Znajdziesz, zobaczysz.

TOMASZ

Ale co mam niby znaleźć? Cud na drzewie?

SZEF

Jedź, najwyżej wrócisz.

TOMASZ

Ale dlaczego ja?

SZEF

Po tym wszystkim, co cię spotkało… co nas spotkało, musisz
spróbować.

TOMASZ

Chcesz mnie leczyć, co? Taki jesteś cwaniak! Tu afera goni
aferę, a ty mnie odsuwasz? Mam jechać na wieś, zbierać grzyby?

SZEF

Ty chyba sobie nie
zdajesz sprawy, co tam się wydarzyło. Masz! [Odgłos
uderzenia książek o blat biurka.]

Zacznij od tego. Później ktoś się z tobą skontaktuje. On da
ci więcej.

TOMASZ

Kto to?

SZEF

Jak ty o nich mówisz? Jeden „z tamtych”. Zadzwoni do ciebie.

TOMASZ

Widzę, że wszystko już sobie ładnie zaplanowałeś.

SZEF

To świetny gość, znamy się od dziecka.

TOMASZ

Od dziecka, mówisz? To sam jedź. Nabierzesz dystansu.

SZEF

Może bym i pojechał, ale ty to lepiej napiszesz.

TOMASZ

Nie bierz mnie pod włos, dobrze?

SZEF

Sam najlepiej wiesz jak to działa. Ty tu jesteś od pisania.

TOMASZ

Naprawdę chciałbyś pojechać? No przecież… ty stamtąd
pochodzisz. A materiału o „słoikach” nie chciałeś robić.

SZEF

Może właśnie dlatego, co? Nie masz pojęcia jak się żyje
daleko od szosy.

TOMASZ

Nie mieliście szosy? Serio?

SZEF

Będę dzwonił, tylko odbieraj telefon.

TOMASZ

Nie chcę.

SZEF

Chcesz, Tomek, chcesz.


SCENA 2

[Przedział w pociągu. Dzwoni telefon komórkowy.]

TOMASZ

[Odbiera połączenie, słychać tylko jego głos.]

Musiałem.

No mówię ci, że musiałem. Dlaczego miałbym kłamać?

Czekaj, coś przerywa.

Na jakiś czas, tydzień może dwa.

Przestań, taką mam pracę, co miałem zrobić?

Przecież wrócę. Zrobię swoje i wrócę.

A nie obrazisz się jak ci nie powiem?

Czyli jednak się obrazisz.

Halo?

Nic nie kombinuję.

Proszę cię, tylko bez tych naszych ulubionych melodii.

Pogadamy później, bo przerywa.

Przerywa!

Halo?

No tak, daleko od szosy.

[Pauza.]

Co on mi tu dał?

[Czyta.]

„Justyna Szafryńska liczy lat 13[1]. Zdrowej, silnej, regularnej budowy, o zdrowej cerze, jasnych włosach, mądrych oczach, silnie umięśniona. Ma 145 cm wzrostu. Serce i płuca są zupełnie zdrowe i pracują prawidłowo. Na minutę jest 86 regularnych uderzeń pulsu. Wyraz twarzy pozwała wnosić łagodne, dobroduszne usposobienie.

Barbara
Samulowska lat 12, dobrze odżywiona, brunatnej cery, ciemnych włosów, jest
nader żywego usposobienia.

Serce i
płuca zupełnie zdrowe, pracują prawidłowo. W lewej żyle szyjnej lekki szmer.
Trawienie bardzo dobre. Nigdy nie chorowała.”

[Dzwoni telefon
komórkowy.]

Dzień
dobry.

Nie… jadę
właśnie pociągiem.

Nie, nie
trzeba, coś tam do was znajdę w Olsztynie.

Ksiądz już
wyjechał?

Po mnie? To
już chyba nie mogę odmówić?

A jak
księdza rozpoznam?

Żartowałem.
Chciało się księdzu taki kawał drogi jechać?

Blisko? Ja
tu przez okno widzę tylko same lasy.

To się
cieszę, bo u nas takich nie ma. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio w takim lesie
byłem.

Tak, tak, widzimy
się na peronie. Do widzenia.

[Pauza.]

Już wyjechał…
i co takiemu powiesz?

[Wraca do czytania.]

„Po
stwierdzeniu stanu fizycznego i duchowego badanych osób, dr Poschmann podaje wyniki
badania porannego:

Tysięczny
tłum zaczął się modlić po polsku śpiewając różaniec. W czasie tego śpiewu dziewczynki
rozglądały się ciekawie po zebranym tłumie. Nagle pochyliły się równocześnie
głęboko do ziemi. Powróciwszy do pierwotnej klęczącej postawy, miały zupełnie
inny wyraz twarzy, martwe matowe oczy utkwiły w klonie rosnącym przed nimi. Ich
górne powieki poruszyły się i zakryły częściowo tęczówki. Kiedy skręcałem głowę
jednej z tych osób, oko tkwiło stale skierowane w ten sam punkt. Atropina
wpuszczona do oka nie wywołała żadnych zmian. Po powrocie na plebanię
stwierdziłem, że źrenice ich były silnie powiększone.

To wszystko
jest niezgodne z prawami fizjologii. Pod przysięgę oświadczam, że wszystko
spisałem z sumieniem i przekonaniem i swoim podpisem poświadczam. Orneta 14 IX
1877r.”

[Dzwoni telefon
komórkowy.]

Tak?

Znowu coś
przerywa, gdzie ty jesteś?

Nie, nie robię
tego specjalnie, po prostu jadę pociągiem.

Słyszysz
mnie?, Halo!

Halo!
Zadzwonię jak dojadę, słyszysz?

Jak dojadę!

[Rozłącza się i wraca
do czytania.]

„Ciekawą
opinię daje lekarz Dittrich z Dobrego Miasta. Pisze on, co następuje:

Co do
zdolności odbierania podniet, to bodźce takie, jak kłucie igłą, szczypanie
skóry, tarcie, skrobanie w okolicach oczodołów, nie wywołało reakcji, a
mruganie powiekami następowało niezależnie od podniet wymienionych wyżej.
Oddech był spokojny, ani za szybki, ani za wolny, jak zwykle poza ekstazą. Oto
moje spostrzeżenia z dokonanych badań na osobach znajdujących się w ekstazie.

Dobre
Miasto we wrześniu 1877. August Dittrich, lekarz.”


[1]
Fragmenty na podstawie „Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie.” Ks. Augustyn
Weichsel, 1883 r.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge