Wesele Cygara (Chrust)

4
908

Człowiek snuje plany, a później i tak wszystko szlag trafia. W nadziei zadziera wysoko głowę, a niebo się z niego śmieje i po mordzie chluszcze deszczem.

Kiedy widzę jak wszystko bierze w łeb, zaraz wraca do mnie historia Cygara, naszego wioskowego przybłędy.

Cygar, jako dziecko znaleziony przy drodze, został porzucony przez cygańską matkę. Lekko nie miał. Zrodzony z Cyganki i warmińskiego chłopa, obcy był dla wszystkich, więc często od życia i ludzi dostawał w dupę. Ale się z gówna podnosił i twardszy się stawał by na swoje wyjść. Aż do pieniędzy dużych doszedł, choć nikt nie bardzo wiedział jak.

A kiedy z Cygara pan się zrobił to dziewczyny okoliczne przestały w nim widzieć brudnego bękarta. Szybko podchody się zaczęły i Cygar wybrał sobie cycastą i dupiastą Mariolę, co by sobie lata poniewierki wynagrodzić.

I wesele trzeba było robić.

Szliśmy w orszaku weselnym drąc gęby ile sił. Cygar od serca uroczystość przygotował, od rana się lała wódka i tłuszcz skapywał po szyjach na białe koszule.

Prowadził nas sam pan młody, ubrany pięknie z eleganckim szalikiem owiniętym wokół szyi.

Coś to było nie pomyśli warmińskiemu niebu, bo zazgrzytały granatowe chmury, mocząc nas do cna. Dla niektórych był to pierwszy kontakt z wodą od tygodni. (Nikt nie będzie się przecież mył na cygańskie wesele).

Gdy żeśmy się już rozsiedli za stołami, ubrania zaczęły parować. Kobietom z rozmazanymi oczami i spłukanym różem z policzków, włosy podnosiły się jak rażone prądem. Smród był straszny, mieszała się woń niemytych ciał i parujących półmisków nadpsutego taniego mięsa.

Ale polano wódki i nikt już nic nie czuł. Ludzie się rozochocili i spoglądać na siebie zaczęli. Niejeden już palce wciskał między napięte na udach pończochy. Tańce się zaczęły i sapania z tyłu chałupy.

I ja za piersi łapałem i całowałem usta o smaku zimnego mięsa.

Tylko Mariola, panna młoda jakoś bawić się nie potrafiła. Nie mogła dziś poznać swojego Cygara. A on czasu dla niej nie miał, bo zajęty był przepijaniem do każdego z gości.

Nadeszła noc i mgła podniosła się w oczach. Nikt już z pomieszczenia nie wychodził by sobie ulżyć. Ludzie padali tam gdzie stali, ze śpiączki, a może z innego powodu. Podłoga była uwalana jedzeniem i wódką, jakby już nic ze stołów nie trafiało do gardeł.

Mariola szukała Cygara. Ten nagi, tylko owinięty w szalik, tańczył sam do siebie wśród kłębowiska rozrzuconych ciał.

– Cygar! – krzyknęła lecz ten wykręcał się jak mógł. W ręku został jej tylko jedwabny szalik, który zaczął się odwijać z szyi mężczyzny.

Spod materiału wyjrzało gardło, rozcięte brzytwą od ucha do ucha. Mężczyzna zatrzymał się, spojrzał jeszcze ostatni raz na dziewczynę i głowę rękami przytrzymując wyszedł z chałupy. Po chwili rozpłynął się w ciemności.

Wycie dziewczyny przyciągnęło na Warmię pierwsze promienie słońca.

– Chciał sobie jeszcze Cygar przed śmiercią potańczyć na swoim weselu – mówiłem do niej, próbując zatkać jej usta.

Nie potrafiłem jej jednak uspokoić nie wiedząc czy ktoś jeszcze podniesie się z podłogi.

Staliśmy tak pośrodku gałęzi z rąk i nóg a światło wędrowało po wystrzępionych zębach, sękatych nosach i półprzymkniętych powiekach.

A kobieta przebrana za Śmierć czy może Śmierć przebrana za kobietę zbierała suche kości do kosza na chrust.

Tekst zainspirowany tym filmem.

[embedyt] http://www.youtube.com/watch?v=vSj0LrICHbE&width=480&height=300[/embedyt]

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge