Karolina

0
228

Gdy na Warmii nastawały letnie upały, wszystko stapiało się w bezruchu. Drzewa, które nie mogły uciec przed pożarem z nieba, pochylały ku sobie korony, wspierając się w trudnej chwili. Nawet czas zwalniał, sącząc się jak żywica spływająca po korze. W pustym lesie tylko duchy czuły się dobrze, gromadnie wychodząc na ścieżki i zwieszając się z gałęzi. Jednak ludzie ze wsi nie czuli strachu. Światło przynosiło beztroskę.

Karolina zapędziła się daleko w las. Tak mocno zapatrzyła się w promienie słońca, które wirowały pomiędzy czubkami drzew, że straciła wszelką rachubę. Nagrzane trawy i mchy czule pieściły jej bose stopy. Wystające gałęzie, próbowały ją zatrzymać, chwytając za materiał sukienki. Wreszcie, którejś udało się naderwać kawałek, potem następny. Wtedy na świat wyjrzała biała pierś, piękna kołysząca się krągłość. Las zaszumiał z zachwytu. Korzeń starego drzewa podciął jej stopy. Upadła na plecy, a rośliny powoli otaczały ją próbując nasycić się widokiem.

Upał zawładnął światem. Karolina nie miała już siły. Przymknęła oczy, a ciepło rozlało się po jej ciele. Każdy ruch parzył. Krople potu zalśniły na jej wardze. Dziewczyna zapadała w sen, nie-sen, w którym wszystko się mieszało. Nie leżała już na łące, tylko ona była łąką. Pochłaniała ją miękkość mchu a dłonie wrastały w ziemię. Czuła jak las drga, jakby biło w nim serce, które napędza każdą roślinę i zwierzę. Tu nie było czasu, przeszłości i przyszłości, nic na ludzki rozum.

I wtedy pojawiła się rozkosz. Najpierw kapnęła kroplą deszczu. Kolejna zrosiła jej wysuszoną skórę, przynosząc ulgę. Poddała się temu. Falowała jak korony drzew na wietrze, mrucząc do siebie pochwały. Otaczał ją dziwnie znajomy zapach.

Gdy otworzyła oczy wszystko ustało. Słońce przesłoniła pierzasta chmura, przynosząc wytchnienie. Musiała wracać do domu, do męża. Co chwila niepewnie oglądała się za siebie. Nie mogła się uwolnić od towarzyszącej jej, znajomej woni mokrej sierści.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge