Waga świata

3
510

Gdy komisarz Mordke dotarł na miejsce, po mieszkaniu kręcili się już policjanci.

– Co tu tak śmierdzi? – wrzasnął Mordke. Policjanci zesztywnieli. Komisarz znany był ze swojego porywczego usposobienia i teraz każdy musiał się mieć na baczności.

– Nie wiemy jeszcze, co to jest, ale to chyba jest pochodzenia ludzkiego – odpowiedział jeden z policjantów machając na Mordke by podszedł. Mieszkanie przypominało muzeum. Wzdłuż ścian ustawione były różnej wielkości wagi. Na ich szalach ułożone były przedmioty, które zawsze ważyły tyle samo.

– Niech ktoś poświeci, do cholery, co tu tak ciemno? – znów warczał Mordke.

– Chyba dzisiaj jest zaćmienie, panie komisarzu.

– Co?

– Od rana nie ma słońca!

– Dawaj lampę, bo nic nie widzę. O co chodzi z tymi wagami?

– Nie wiemy. Mamy tylko zeznania matki, ale ona jest w takim stanie, że trudno jej wierzyć.

– Wariatka?

– Jest hospitalizowana w zakładzie dla umysłowo chorych. Byliśmy tam wczoraj.

– Co jej jest?

– Doktor mówił, że kobieta ma obsesję. Od dwudziestu pięciu lat walczy z sennością.

– Z czym? – komisarz, przestał się rozglądać i spojrzał na policjanta.

– No… za wszelką cenę, stara się nie zasnąć. Kiedyś przyłapano ją jak przyklejała sobie powieki do czoła. Innym razem przypięła sobie…

– Dobra, dobra – przerwał Mordke – mów co masz.

Policjant wyjął notes. Znalazł właściwą stronę i zaczął czytać, jednocześnie podążając za komisarzem, który znów przyglądał się wagom i temu co ważyły.

– Kobieta zeznała, że urodziła „Wagowego”.

– Boże, co za bzdury – Mordke już miał dość.

– Jeszcze chwila panie komisarzu. Ona twierdzi, że wie, po co są te wagi.

– Po co?

– Jej syn, od czasu osiągnięcia pełnoletności, zbiera wszystkie swoje obcięte włosy, zęby i naskórek. Podobno możemy tu to wszystko znaleźć.

Komisarz pochylił głowę nad wagą.

– To… w tej szalce… są paznokcie? A tu? No tak, to włosy. O co tu do cholery chodzi?

– Matka podejrzanego twierdzi, że wszystkie wagi muszą być zrównoważone. Jeśli nie…

– …Jeśli nie… – drwił komisarz.

– …to zostanie zachwiana równowaga i nastąpi koniec świata. Ona wspominała, że jej syn bardzo cierpiał, żeby nie uronić najmniejszego grama swojego ciała. Bo wtedy wszystko by się zmieniło.

– Co by się zmieniło? – Mordke był coraz bardziej zły.

– Tego nie powiedziała panie komisarzu.

– Chyba nie będziemy wierzyć wariatce! Coś jeszcze masz?

– Na każdej wadze jest tabliczka z podpisem. Każda równoważy coś innego. O, tu jest współczucie, tu pycha, a tu na przykład głód – policjant pokazywał komisarzowi kolejne wagi.

– Ciemno jak w piekle. Nie będzie dzisiaj słońca?

– Nie wiem panie komisarzu. Podobno jesteśmy świadkami wyjątkowo rzadkiego zjawiska. To może jeszcze potrwać.

– Świetnie. Coś jeszcze?

– Nic więcej proszę pana.

– Wychodzimy, szkoda czasu – na czole komisarza nabrzmiewała gruba żyła. Jeszcze raz rozejrzał się po pokoju.

– A ta waga czemu leży? – wskazał ręką Mordke.

– Musiała się przewrócić, jak otwieraliśmy okno wietrząc mieszkanie.

– I tak wciąż śmierdzi. Jak jest podpisana?

– Złość, panie komisarzu.

3 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge