Strach i Karolina

6
915

Nie było już odwrotu. Karolina zdjęła sukienkę by fiolet zachodzącego słońca mógł nasycić się skórą, zamieniając jej ciało w ciało umarłej.

Materiał oplatał stopy dziewczyny, więc by się wyswobodzić musiała zrobić krok przed siebie. Na pole, na którym w oddali widniała sztywna sylwetka Stracha. Wieczorne niebo zmieniało barwy, z krwi zabitych na trupi seledyn i zgniłe brązy.

W oddali, gdzieś w lesie, odezwały się trąby zwiastując smutno koniec świata.

Pole czekało już na Karolinę. Gdy tylko powietrze rozciął ryk, spod ziemi zaczęły wyrastać, na podobieństwo roślin, ludzkie dłonie. Poruszały się wspólnie, może siłą wiatru, albo jakąś własną wolą. Dziewczyna obracając się na plecy, pozwoliła ponieść się rękom, które płynnie przeciągały ją w głąb pola ku Strachowi.

Drzewa rosnące na skraju pola, rodziły teraz na gałęziach nowych Strachów, których skulone postacie zanurzone w wielkich rybich pęcherzach rosły i spadały na ziemię jak jabłka rodzone przez jabłoń.

Wypłoszone z lasu ptaki, krążyły wokół ramion Stracha. Szpony rozrywały szmaciane ubranie, odsłaniając konstrukcję z kijów. Pod lewym ramieniem, zawieszone na obślizgłych żyłach biło ludzkie serce. Jeden z kruków skubał je dziobem, zmuszając do szybszego bicia.

Ręce z ziemi doprowadziły Karolinę do kochanka.

Wszystko w nim było sękate. Nie miało smaku i zapachu. Istnieli na granicy bólu i przyjemności. Na jej skórze rozkwitły siniaki toczone sieciami żyłek pulsujące krwią.

Rosła gwałtowność, z szeroko otwartych ust buchała para. W końcu głęboko wbijane drzazgi rozerwały ciało dziewczyny od podbrzusza aż po serce.

Śmierć wypełniła myśli i aorty Karoliny. Nie mogła się podnieść z ziemi jeszcze przez długi czas.

Dopiero wschód słońca przyniósł ulgę i dał siłę by mogła wrócić do domu.

Tekst jest kontynuacją tego opowiadania.

6 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge