Statki Anhedonii

1
70

Trudno zająć stanowisko w sporze, czy morze gniewu nauczyło się od ludzi, czy ludzie podpatrując wodę nauczyli się tak nienawidzić. Obie strony mordują przecież bez wahania. Pod toporem fal giną bezbronne kobiety i dzieci, ludzie każdego stanu i ducha. A człowiek chętnie zabija i niszczy wszystko, co tylko może dotknąć swą ręką.

Największym świętem na Anhedonii, wyspie ze śmieci, było wyprawianie śmiałka w morze. W tym celu budowano mu wyjątkowy statek. Była to wielka przezroczysta, plastikowa kula, w której środek wpuszczano jeszcze jedną. Obie kule poruszały się niezależnie od siebie. Takiego statku nie można było zatopić. Żaden sztorm nie mógł wyrządzić mu krzywdy, bo przecież kula nie mogła rozbić się o fale. Gdy nastawał właściwy czas, do środka pakowano prowiant i wody na miesiąc. Ochotnika upijano winem i podawano mu tak silne narkotyki, że świadomość powracała już daleko na morzu. Cały urok podróżowania polegał na tym, że plastikowy statek nie posiadał steru. O wszystkim decydowały prądy morskie i wiatr. Czasem rejs kończył się na środku bezkresnego oceanu, gdzie umierało się z wycieńczenia, kiedy indziej, kula zamieniała się w jo-jo, tygodniami odbijana od wysokich skał brzegu.

Mortimer Fink szczególnie upodobał sobie pływanie podczas sztormów. Wściekła fale uwalniały najdziksze instynkty, by móc go zatopić. Jednak lekka konstrukcja sprawiała, że szkwały tylko unosiły kulę wysoko nad spienionymi falami, nie czyniąc jej krzywdy.

Gdy nie wiało, umysł Mortimera zanurzał się w słonej wodzie. Widział wokół siebie wspaniałe ławice srebrnych ryb a gigantyczne wieloryby, wielkim okiem zaglądały do wnętrza kuli. Fink słuchał a każde stworzenie opowiadało mu swoją historię. Był falą i powiewem wiatru. Gdy zapadała ciemność, niebo, morze i gwiazdy mieszały się ze sobą w jedną, pulsującą całość.

Aż w końcu morzu znudził się człowiek, który się go nie boi. Szkwał uniósł go wysoko w niebo by piorun mógł zapalić powłokę kuli. Mortimer Fink musiał opuścić swój statek. Gdy tylko wydostał się na zewnątrz, uderzenie fali pozbawiło go przytomności.

Ocknął się na wyschniętym dnie, odsłoniętym przez cofające się morze. Wokół niego, aż po horyzont, podrygiwało tysiące ryb skazanych na powolną śmierć, gdy ostatnia kropla wody wyparuje z ich ciał.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge