Śmieszek

0
324

Pisane po piwie

Śmieszek cały rok chodził w kożuchu. Gadał do siebie obracając w ustach słowa, smakując ich smak i sens.

Cierpliwe szukał idealnych połączeń liter i zdań, klejąc je na zawsze ze sobą i czyniąc je pięknymi.

Kiedy na Warmię spadały pierwsze śniegi, Śmieszek przenosił się w pobliże jeziora Skanda, gdzie z desek i patyków zbijał sobie szałas. Kożuch służył mu wtedy za posłanie.

Siadał Śmieszek nad brzegiem jeziora i czekał na mróz, który zamieniał tafle wody w szkło. W pierwszym lodzie zimy topił własnoręcznie zapisane kartki papieru.

Nie można było później takiej kartki wziąć do ręki, bo lód zbyt głęboko wnikał w strukturę papieru i pod wpływem ciepła ludzkiej ręki, zamieniał je w wodę.

Można było tylko chodzić po jeziorze i czytać.

Gdy wszystko było już gotowe, Śmieszek rozstawiał na brzegu stolik z krzesełkiem a na blacie kładł blaszaną puszkę na pieniądze.

Nauczony doświadczeniem, wynajmował dwóch oprychów z pobliskich wsi, którzy dbali, by nikt bez zapłaty nie mógł wejść na lód.

Aż po horyzont na powierzchni jeziora klęczeli czytający. Ich czarne sylwetki ostro odcinały się od bieli nieba i śniegu.

Na kartkach spisane były odpowiedzi. Wystarczyło tylko zadać pytanie Śmieszkowi a on wskazywał kierunek.

Chętnych do czytania nie brakowało.

– Chciałbym wiedzieć czy zdradza mnie żona – mówiłeś.

– Dwieście – odpowiadał Śmieszek.

– Chciałabym wiedzieć jak będę wyglądała za trzydzieści lat – prosiłaś.

– Stówa – śmiał się Śmieszek.

– Za trzcinami na lewo – mówił jeszcze, wskazując ręką.

– Czy mój brat żyje? – pytałeś.

– Zapłać co łaska – odpowiadał czasem litościwie.

Tylko jednego klienta nie cierpiał Śmieszek. Wielkiego tłuściocha, któremu sadło na brzuchu i szyi trzęsło się przy każdym kroku.

– Ty Mariusz nie wejdziesz – krzyczał Śmieszek a oprychy łapały za kije – lód nie wytrzyma pod tobą! Nie zepsujesz mi interesu.

Mariusz płakał, przekupywał, groził.

– Z matką muszę porozmawiać – skarżył się – umarła mi i zostałem sam.

– Nie, ty nie wejdziesz grubasie, spierdalaj!

Nad każdym warmińskim jeziorem jest jakaś górka, z której możesz się rozpędzić wbiegając do wody. Nabrawszy prędkości, grubas wdarł się na lód.

– I czego się dowiedziałeś spaślaku? – krzyczał z brzegu Śmieszek do klęczącego na lodzie Mariusza – co ci tam mama powiedziała?

– Że jestem głupi – ze zdziwieniem odpowiedział Mariusz a lód roztrzaskał się pod nim na wieki.

Gdy szło już na wiosnę, lody na Skandzie trzeszczały zbyt głośno by ludzie chcieli wchodzić na jezioro. Śmieszek nie zamykał jednak interesu. Mróz trzymał jeszcze dobrze, to tylko trup Mariusza wypełnił się gazami i od spodu napierał na zamarzniętą powierzchnię jeziora. W końcu i lód miał dość grubasa i pewnego dnia z hukiem rozpękł się na kawałki a truchło Mariusza uniosło się w powietrze w kierunku wsi.

Olbrzymi ludzki balon odbijał się od wierzchołków drzew, płotów i dachów, przetaczając się przez wieś. W końcu przedziurawił się o iglicę wieży kościelnej i powoli osunął na ziemię.

Z dziury w ciele Mariusza wyfrunęło tysiące białych motyli zapowiadając wiosnę. A może i coś jeszcze.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge