Pole Szymona

1
63

Orać trzeba było i tak. Nawet, gdy deszcz ziemię rozmiękczał i człowiek grzęzł w błocie. Szymon nie narzekał, bo takie wybrał sobie życie i ciężko było nie pierwszy raz. A jak lemiesz o ciężki kamień zahaczył i trzeba był się zatrzymać, to tylko przekleństwo między zębami zmełł i poszedł go gołymi rękami wyciągać. Ale to nie był zwykły kamień. I nie dało się go pozbyć, choć Szymon potrafił gwoździe ze ściany bez obcęgów wyjmować. Bo w polu coś większego siedziało. Długie na dwa metry i ciężkie jak diabli. Kiedy z synami w końcu na wóz to przenieśli i z błota obmyli, każdy znak krzyża zrobił, bo nikt jeszcze czegoś takiego we wsi Małe Grozy nie widział. Pole Szymona oddało ludziom kamiennego fallusa.

Furmanka jęczała jak żywa, tak jej ciężko było. No bo kto wcześniej na świecie takie cuda woził? Ludzie przed chałupy wychodzili, najpierw dzieciakom oczy zakrywać a później śmiać się do woli. Szymon zwariował! Takie świństwo do domu przynosić. Żona Szymona ze wstydu do skrzyni się schowała wiedząc, że na polu za stodołą kamienne przyrodzenie leży, własność jakiegoś olbrzyma chyba.

Żartom nie było we wsi końca, dopóki warmińska ziemia oddawać nie zaczęła inne części ciała. A to ucho znaleźli u siebie Więckiewiczowie, a tam dłoń czteropalczasta u Matyldy i Jana Bryciów bronę połamała. Jakoś tak się zgadało, że znaleziska zwożono na pole za stodołą Szymona. Gdy w końcu deszcze ustały, prawie wszystkie już członki były w komplecie. Ludzie lubili tam przychodzić i głośno się zastanawiać, jakiego to Boga posąg przedstawia. Bo przecież żadnego naszego.

Ale nie może tak być, żeby podziwiać obcych Bogów. Nawet jeśli byli tu, zanim na tej ziemi pojawili się pierwsi nasi. Teraz są czasy Jezusa Chrystusa i ksiądz Łukasz nakazał dół wielki wykopać i wszystko tam zostawić. Kilka dni to trwało, bo dziura w ziemi musiała być ogromna. A i kamienie swoje ważyły. W końcu ostatni szpadel przyklepał ziemię.

Nadeszły mrozy i śnieg, a później wiosna i ludzie wrócili do swoich spraw. A w zakopanym dole za stodołą Szymona cuda się działy. Kamienne członki znów obok siebie złożone, zaczynały wędrować ku sobie i się zrastać. I powstał posąg z kolan i wielkimi rękami do nieba się zaczął przekopywać. Aż na Jana Chrzciciela ostatnią grudę czarnej ziemi odrzucił i gwiazdy warmińskie nad sobą ujrzał. Odwrócił się jeszcze na chwilę by spojrzeć na dawną swą mogiłę, którą mu ludzie ze wsi wykopali. A dziura w ziemi była ogromna. I poszedł w las daleko, tam gdzie inni podobni do niego mieszkali. I nikt go więcej nie widział. Na razie.

Nadeszły deszcze i dziura w ziemi szybko wypełniła się wodą. Tak powstało nowe jezioro. A mamy w okolicy jezior całkiem sporo.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge