Pegaz

1
461

Do warmińskiej wsi Małe Grozy prowadziła kręta droga przez las i pagóry. Jak komuś brakowało cierpliwości można było powrót do domu skrócić, idąc torami, które otaczały las i przechodziły koło wioski. Trzeba było tylko strzyc uszami, czy lokomotywa nie nadjeżdża, by na spotkanie ze Stwórcą nie wybrać się przedwcześnie. Chyba, że taka Jego wola była.

Mówiono we wsi, że w księżycowe noce nad lasem fruwały skrzydlate konie. Mało jednak kto wierzył w takie babskie gadanie.

Paweł Wojtaszek, kiedy jeszcze żony nie miał, sam prowadził gospodarkę wynajmując ludzi i uczciwie płacąc. Wodziły za nim wzrokiem okoliczne panny, lecz ten pochłonięty pracą z okazji nie korzystał.

Nawet, gdy Natalia parol na nim zagięła. U młodej dziewczyny, do pracy najętej, natura obrodziła w dwójnasób, urodę podbierając chyba wszystkim dziewczynom wokół. Nazywano ją „Natka”, trochę od imienia, a trochę, bo się bez korzenia obejść nie mogła.

Paweł nie lubił z nią sam na sam zostawać, bo zaraz się zaczynała gadka: „a podejdź, zobacz jakie miękkie, oddychać nie mogę przy tobie, Paweł, Paweł, Paweł!”. Szukał sposobów, żeby uciec, ale nie zawsze szło i dochodziło czasem do zdarzeń. Raz nawet, z zaskoczenia, dał sobie rękę pod spódnicę zaciągnąć. Tam poczuł kwiat nabrzmiały i wilgotny. Jeszcze mu się zdawało, że popiskiwanie usłyszał z pomiędzy ud, gdy tylko palcem trącił.

Wreszcie, gdy dość miał nieustającego ocierania i perłowej piersi, co przez przypadek wypadała ze stanika, postanowił ostatecznie się rozmówić. A że nie miał doświadczenia dużego, krzywo się jakoś tłumaczył, pannę upokorzył i w twarz dostał. Ale sprawę zakończył.

Nie minęło dużo czasu, gdy znów Natkę zaczął widywać. Wpadła ona w ramiona Tomasza Gawlika, serdecznego przyjaciela. Gawlik zapatrzony w dziewczynę jak w obrazek, dogadzał jej jak mógł. Na biednego nie trafiło, więc Natka miała wszystko. A nawet więcej.

Ludzie we wsi gadali, że w futrach zamiast pościeli śpi, złotem się obwiesza, aż rąk ku górze unieść nie może.

Znów, gdy sam Paweł z Natką zostawał, gadki się zaczynały, ale już inne: „ty kmiocie, zobacz, czym wzgardziłeś, nie żal ci?, teraz ty będziesz dla mnie pracował, ty jesteś nikt!”. Nie ruszały Pawła te słowa, trochę, bo się z Gawlikiem przyjaźnił, trochę, że mu się Natka podobać zaczęła.

Po świętach nastały mrozy, świat śniegiem zakrywając po brzegi. Zaczął się czas kuligów i zabaw. Natka z Gawlikiem sanie mieli najpiękniejsze. Drogie futra od zimna chroniły a gorzałka jeszcze bardziej. Na wieczór postanowili odwiedzić Pawła.

– Kocham Cię – powiedziała Natka do Pawła – nie mogę cię zapomnieć! – wrzasnęła z całego gardła. Ten nawet jej nie uciszał. Pijani kompletnie, patrzyli się na siebie przy stole, obok w tył odchylony, nieprzytomnie drzemał Gawlik.

– Kocham Cię, gnoju Ty! – znów zaczęła Natka, lecz Paweł podniósł rękę by ją uciszyć. Jego dłoń przez przypadek trafiła na miękką pierś i to skutecznie uciszyło dziewczynę. Jej oczy teraz duże, błyszczały tak, że zlatywały się ćmy. Natka rozchyliła bluzkę, by dłoń Pawła mogła zanurzyć się głębiej. Rozchyliła uda by woń kwiatów mogła wypełnić pokój. Z przewróconych kieliszków kapało na podłogę.

– Argggh – chrapnął Gawlik, przebudzając się ze snu – wracamy do domu Natka!, wracamy do domu… – powiedział wstając od stołu.

Koń ciągnął sanie, mądrze odnajdując drogę. Jeszcze tylko Gawlik kierunek na tory mu wskazał. Nie ma większej przyjemności, niż na mrozie siedzieć w ciepłych futrach. Czuć ziąb i rozkosznie tulić się do siebie. Księżyc i koń prowadzili spokojnie, a oczy kleiły się same.

Gwizd z komina mógłby obudzić samego diabła, gdyby ten nie był zajęty upijaniem ludzi. Śnieg spod kół lokomotywy wylatywał ku górze, z daleko przypominając jakiegoś węża, którego paszcza chce pożreć człowieka. Wkrótce biała bestia dogoniła sanie.

Powóz rozsypał się na drzazgi malując wokół śnieg na czerwono. Tylko koń siłą impetu został wyrzucony na kilka metrów w powietrze. Wtedy z poranionego grzbietu wydostały się dwa skrzydła i poleciał siwek nad lasem, ku gwiazdom.

1 KOMENTARZ

  1. Lekka schiza przyznam, choć ciekawie się czyta. 😀
    “Nazywano ją „Natka”, trochę od imienia, a trochę, bo się bez korzenia obejść nie mogła.” – akurat piłem herbatę, która mało co na monitorze nie skończyła. 😀
    Koczi ostatnio opublikował…Konkurs Adventure TimeMy Profile

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge