Nożyczki

Opowiadania warmińskie

1
126

Nożyczki

Cała męska część rodziny Mikulów wykazywała się szczególną delikatnością i smakiem, rzadko spotykanymi u ludzi na wsi. Dlatego włosy w Małych Grozach strzygli właśnie Mikule, wędrowni fryzjerzy, od trzech pokoleń przemierzający Warmię za pracą.

Co prawda zdarzało się jeszcze niedowiarkom nakładać garnki na głowę i obcinać to, co wystawało. Ale większość dawała się namówić i jakoś to szło.

Małe, serdelkowate dłonie Mikuli z wprawą chwytały chłopski łeb, aby ustawić go w pionie. Fryzjer kciukiem i pierwszym paluchem naciskał na nożyczki, pozostałe palce opierał o czoło, uzyskując chwyt mocny i pewny, a wtedy ostrze szło po jego myśli.

Klient nie czuł do takiej praktyki urazy, bo Mikula bardziej muskał niż dotykał, tak że niejednemu gęsia skórka szła po karku od tej dziwnej pieszczoty. Wstyd tylko było przyznać się przed sobą, że chciało się, aby obcinanie trwało i trwało.

Włosy miękko opadały na trawę, często przypominając pióra kruka albo kłosy zboża, a czasem płatki śniegu lub lisią kitę. Po strzyżeniu Mikula cierpliwie zbierał to wszystko do kupy na stos i podpalał. I choć śmierdziało okrutnie, nigdy nie odstąpił od tego zwyczaju, bo jak mawiał „z obciętych włosów to sobie diabeł poduszki wypycha”.

Patrzył Mikula w niebo, czy będzie padać, a mrużył przy tym jedno oko. Na środku wsi rozkładał krzesło i ustawiał stolik z fryzjerskimi przyrządami. Rozwijał na czarno farbowane prześcieradło i zakrywał nim człowieka od szyi aż po pięty. Włosy zsuwały się gładko na ziemię i nie leciały za kołnierz.

Stękała kolejka chętnych, w skrępowaniu paląc papierosy i plując pod nogi.

Przed strzyżeniem Mikula gładził dłonią głowę klienta, od czoła aż po kark. Brał w palce włosy i lekko za nie pociągał. Poznawał ich budowę i stan, wymyślał kąt cięcia i najlepszą długość. Kobietom coś szeptał do ucha, a one z całych sił powstrzymywały uśmiech. Mężom takie zachowanie fryzjera nie przeszkadzało, bo wiedziano, że Mikula w szkodę nie pójdzie.

Strzygli się wszyscy: matki-staruszki, podtrzymywane za ręce, gdy już same nie miały siły przyjść, córki, z grzywkami wpadającymi w oczy oraz młode mężatki, z piersiami wielkimi jak warmińskie melony. Każda zadowolona wstawała z krzesła. Mikula wiedział, co odjąć, a co zostawić. Gdzie kryje się walor i jak go wydobyć z największej nawet niedoskonałości. Mężowie też coś później w tym widzieli i każdy kto mógł, w nocy korzystał.

Ostatnio Mikula do Małych Gróz nie przyjeżdżał już sam. Towarzyszyła mu czternastoletnia córka Matylda, która wbrew świętej zasadzie też do strzyżenia miała smykałkę. Ba, nawet więcej, bo ze wszystkich Mikulów ona największy otrzymała dar.

Nie mogła tylko strzyc mężczyzn, bo nie każdy potrafił ręczyć za siebie, gdy palce dziewczyny tańczyły na ich potylicach.

Zanim jeszcze Mikula przystąpił do pracy, otwierał flakon z wodą perfumowaną i psiukał nimi w powietrze. Zapach nieznanych kwiatów i ziół wiatr rozpuszczał po całej wsi.

Staruszkom nie obcinał włosów, bo nie zdążyłyby odrosnąć. Tym z długimi włosami zaplatał srebrne warkocze, innym przywracał na chwilę połysk bryłki węgla lub słońca. Kobiety wracały do domu pięknie gotowe na swój koniec.

Mikula zawsze wiedział, kto jeszcze się z nim spotka, a kto obcinany jest ostatni raz. Ale nikomu takiej nowiny nigdy nie zdradził.

Gdy ostatni mieszkaniec Małych Gróz został obsłużony, nadchodził czas odwiedzin domowych. Tu Matylda mogła chodzić do mężczyzn, bo rzadko który miał jeszcze siłę podnieść ręce. Nie pytano, co się działo za zamkniętymi drzwiami chałup, które odwiedzała dziewczyna. Nikt nie miał odwagi przeszkadzać jej w pracy.

Gasnące ciała mężczyzn myła powoli i dokładnie. Ich skórę, przypominającą szary papier, smarowała maścią, nadając im dawny, zdrowy kolor. Następne skracała włosy. W małym garnku podgrzewała farbę, którą kładła później na siwizny. Pięknie wyglądały na tle gorejących, starczych oczu.

Przychodził czas na brzytwę, aby pozbyć się owłosienia, które w trumnie i tak nie byłoby widoczne. Mężczyźni stawali się ulegli, sztywnieli i miękli na przemian, cicho posapując od zabiegów małej fryzjerki.

Niejeden szeroko otwierał usta, zdumiony niezwykłą obecnością dziewczyny i jej dotykiem, którym nie można się było nasycić. Coraz radośniej marzyli o tym, co miało ich spotkać po śmierci.

Na koniec, za pomocą pincety, wylatywały włosy z nosa i uszu. To było dla starców aż nadto – niedopowiedziana słodycz przechodząca w igiełki bólu. Szły od tego łzy, z żalu i na pożegnanie.

Po wszystkim trzeba było jeszcze tylko zapiąć guziki w sukience i pozbierać rozrzucone narzędzia. Stary Mikula już niecierpliwił się przed chałupą.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge