Dziadek Jerycho

1
92

Dziadek Jerycho

Ryszardowi Szmitowi

Dobrze przyrządzony napój z rumianku jest cierpki w smaku i ryj potrafi wykrzywić niemiłosiernie. Lecz wszystko to idzie w niepamięć gdy pojawia się pierwsza wizja.

Dlatego najlepiej wywar pić z innymi, którzy przytrzymają cię za świeżo wyrośnięte skrzydła i polecieć za daleko nie pozwolą.

Łukasz na przykład zobaczył drzewo, na którym na gałęziach, zamiast liści, wyrosły ludzkie dłonie. I cicho przebierały palcami na wietrze.

Karol Macięga natomiast apetytu na piasek dostał. Smakował delikatnie językiem grudki, które roztapiały się w jego ustach. Czuł w nich smak piorunów bijących w ziemię i słodycz majowego deszczu.

Generalnie ludzie trochę wariatami się stawali. Można było kłaść się w polu i przytykając ucho do trawy słuchać o czym szepczą między sobą korzenie drzew. Jak skarży się ziemia miażdżona ludzką stopą i jak śpiewają kamienie pieszczone przez słońce.

Mówi się, że wywaru nie można nadużywać, bo wizje mogą zostać w człowieku na zawsze. I nie odróżnisz już prawdy od nieprawdy.

Odradza się po rumianku patrzeć na dzieci. Przekonała się o tym Karolina, do której synek przemówił starym głosem prababki. Mieszała się przyszłość z przeszłością, umarli wciąż żyli a dzieci jeszcze się nie narodziły. A że co raz to inną przybierali postać? Zawsze tak było i jest.

Wojciech z Młyna to lubił sobie w nosie grzebać. Wyciągał z wnętrzności chudymi palcami strumienie światła najpierw niebieskiego i czerwonego, a później fioletowego. Z tych strumieni, jak z drutów, wyginał różne postacie zwierząt, które goniły się później po łące, aż do pierwszych brzasków.

Do picia rumianku z reguły nie zapraszało się obcych. Na pewno żadnych mądrali z miasta, z mikroskopami zamiast oczu. Ciężko jest słuchać płaczący ludzi, którzy nie widzą własnej ręki tylko zbiór połączonych komórek.

– A czym są połączone? – zapytasz dla żartu.

– Miłością, proszę pana – odpowiedzą.

Widzę wyraźnie jak biorę pierwszy łyk. Jestem już poza swoim ciałem zanim jeszcze odurzy mnie wywar. Krzywię się i podaję dalej mosiężny kubek. Po chwili z mojego ciała wydobywa się postać, która rośnie, gdy tylko wydostanie się z krępującej ją tkanki.

Ciemnoświetlisty koń niecierpliwie przebiera nogami. Czeka aż wydostaną się ze mnie kolejne postacie. Ptaka, który usiądzie mu na karku i człowieka, który ciągnąc zwierzę za uzdę uda się do purpurowego lasu. Nie pójdę za nimi. Jeszcze nie teraz.

Mały Kuba zawsze mówił, że on to po rumianku widzi czas. Jak katarynkę, która wciąż kręci tę samą melodię. Co chwili jakaś nuta wypada, pojawiają się inne. Jest to bardzo znana i całkiem nowa opowieść jednocześnie. Nie ma początku ani końca. Dalej Mały Kuba już nic nie mówił, bo się przemieniał w posąg z piasku. Wiatr rozwiewał go zaraz na drogę.

Ale najczęściej wspominam mojego dziadka zwanego Jerychem. Jeszcze przed piciem wiązał swoją białą brodę czerwonymi wstążkami w kucyki. Podnosił wysoko nad głowę sękatą laskę i tańczył.

– Co widzisz dziadku? – krzyczeliśmy.

– Nic nie widzę, po prostu jestem! – odpowiadał.

– Kim jesteś? – pytaliśmy ze śmiechem.

– Jestem jednością! – śpiewał.

– Czym?

– Wszystkim co znacie – człowiekiem, psem, niebem, kamieniem, oddechem a nawet waszymi myślami.

– I o czym teraz myślimy? – zagadywaliśmy.

– Że czas chędożyć!

Pękaliśmy ze śmiechu.

Przypomniał mi się jego taniec, gdy spotkaliśmy się z dziadkiem Jerychem przy jego łożu śmierci. Powiedział wtedy:

– Niedługo wrócę.

Pochyliliśmy ze smutkiem głowy z żalu, że rozum pierwszy dziadkowi odchodzi.

– Niedługo tu wrócę – powtórzył – po co beczycie?

– Gdzie tata wróci? – pytała matka – ale co?, kiedy?

– Kiedy będzie czas – zdążył jeszcze powiedzieć, ale za chwilę oczy mu się rozbiegły i umarł.

Płakaliśmy jeszcze długo w noc, aż w końcu każdy do siebie poszedł. Nikt później do słów dziadka Jerycha nie wracał i inne o nim rzeczy pamiętał.

Ale ja jakoś nie mogę zapomnieć. Wciąż na niego czekam. Każdemu noworodkowi, każdemu cielakowi i pisklakowi patrzę w oczy. I pytam:

– Dziadku Jerychu, to Ty?

1 KOMENTARZ

  1. Kiedy patrzysz i widzisz, świat jest światłem.
    Kiedy słuchasz i słyszysz, świat jest dźwiękiem.
    Kiedy nie robisz nic, świat jest.
    Dziękuje
    Dziadek JeRyszard

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge