Bałwan

1
380

Trzeba mieć wprawę by szybko patroszyć ryby.

Spod rąk Łukasza Zapałki pryskają łuski, a odcięte pęcherze gonią po wodzie pchane podmuchami wiatru. Nóż odbiera okoniom ciemność zieleni a płociom błysk srebra.

Ale wariat zobaczy to inaczej.

Dostrzeże nad patroszącym ryby fioletowe słońce rozświetlające różowe niebo. Zapałka nie będzie rozcinał miękkich brzuchów, tylko oddzielał rybie dusze od kręgosłupów i jako małe kulki płonącej energii, puszczał na taflę jeziora.

Wariat wie, że duchy jeziora potrafią odwdzięczyć się człowiekowi za taką robotę. Ściągnąć z Zapałki skórę, oblec ciało rybim pęcherzem i dla niepoznaki, znów obłożyć skórą. Człowiek będzie później niby taki sam, ale już nie taki sam. Pęcherz pozbawi go czucia.

Pomyślicie, że jak już nigdy nie będzie smutny, to dobrze. Że jak zimna nie zazna to też dobrze. I, że w śniegu może spać to cud. Nie będzie się gniewał i nie będzie żałował, tym lepiej. Ale co będzie miał?

Do kobiety się nie zbliży, bo i po co? Wódki się nie napije, bo leczyć duszy już nie musi. I przyjaciół nie ma, bo wszelkie słowa stracą sens.

Taki Zapałka to teraz po prostu będzie. Ani martwy ani żywy.

Ludzie zobaczą, że w śniegu śpi. Skórę ma w fioletowej pajęczynie, ciało jak sopel. Ale Zapałka nie zamarznie.

Wariat widzi w człowieku więcej. Dostrzega aurę, która mu towarzyszy. U jednego aura jest płomienna i mieni się na pomarańczowo. U drugiego ledwo tli się niebieskim płomykiem, prawie tylko wystając ponad ciało.

Ale Zapałka nie zaświeci już ani trochę. Nie będzie w nim żaru, który mógłby stopić padający śnieg.

W końcu śnieg oblepi jego nogi, ręce i głowę. I stanie Zapałka, jako ten bałwan przed oknami własnego domu. A na wiosnę już go nie będzie.

Dlatego żaden wariat nie podniesie ręki na napotkanego bałwana.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge