drzwi

Jaskółki latały nisko nad ziemią. Zapowiadały dobrą pogodę. Przynajmniej tak mówią ludzie. Gdy zaczynało się ściemniać coraz mniej ptasich pocisków przecinało niebo. Żegnano się z dniem a Śmierć w odwiedziny wychodziła z lasu. W ostatnich promieniach słońca jaskółki podliczały sumy wszystkich grzechów miesDzkańców wsi, przekrzykując się wzajemnie. Śmierć przysłuchiwała się z uwagą tym wyliczeniom, czekając na werdykt.

Pomarańcz, czerwień a później fiolet, zamalowywały warmińską wieś Małe Grozy, przynosząc wszystkim ulgę. Ziemia przypominała spieczone wargi dziewczyny, która nie może doczekać się wieczornej schadzki. Karol Macięga, którego dom stał najbliżej lasu, z przyjemnością wyciągnął nogi. Teraz papieros smakował najbardziej. Mrużąc oczy, patrzył przed siebie, tam gdzie łączyły się linie łąk i lasu, a może jeszcze dalej. Czekał na swoją żonę Karolinę, która przygotowywała kolację. W nogach mężczyzny leżała suka Anastazja, czujna na każdy ruch pana.

Wioska pobrzękiwała, stukała i szurała w codziennej melodii czasu przed nocą. Starsi mieszkańcy wygaszali swoje pragnienia i chęci, nawet do życia. W młodszych rosła żądza, która już za kilka godzin rozgorzeje w ciemności.

Śmierć zaglądała ludziom w okna. Bez pośpiechu szła po tych, których miała zabrać dzisiaj ze sobą.

Szczekanie wypełniło powietrze. Zwierzęta zdradzały sobie, kto z kim i jak. Przynajmniej tak mówią ludzie.

A psy odpędzały przechodzącą obok Śmierć, wierząc z całego serca, że ich gospodarze powinni żyć. Śmierć nasłuchiwała psich licytacji i gdy usłyszała szczere wyznanie, szła dalej.

– Zamknij drzwi, proszę… – powiedział Karolina Macięga do męża, który już prawie zasypiał.

– Głupia baba – sapnął gramoląc się z łóżka. Zbyt dobrze znał lęki żony i nie miał ochoty się kłócić. Lepiej już pozamykać wszystko. Bo jak długo będziesz się wpatrywać w ciemności w otwarte drzwi, w końcu dostrzeżesz sylwetkę mężczyzny. Będzie się patrzył na ciebie. Czasami będzie stało dziecko. A wtedy strach jest większy i sen nie przyjdzie. Karolina mocno zaciskała powieki, odwracała głowę, ale ciekawość była silniejsza. Po chwili znów wypatrywała postaci stojącej w drzwiach.

Karol zachrapał szybko i wtedy opuściła bose stopy na podłogę. Otwarte zawczasu okno ułatwiło ucieczkę. Miała blisko. Podciągając wysoko na uda koszulę, pobiegła przez wilgotną już łąkę. Spod jej nóg wystrzeliwały świerszcze. Tylko nocne ptaki wysoko na niebie, widziały jak inne kobiety ze wsi opuszczają swoje domy chowając się w lesie. Ich koszule świeciły w ciemności.

Karolina przystanęła zdyszana. Przed nią w ciemności bielił się brzozowy zagajnik. Była tak blisko, jeszcze kilka kroków. Ale tam między drzewami widziała wyraźnie. Ktoś lub coś przemknęło. Im dłużej się wpatrywała tym bardziej oczy płatały jej figla. Widziała, a może nie widziała. Zerwał się wiatr, który rozszumiał drzewa.

– Wchodzisz czy nie? – zapytały.

Karolina odwróciła głowę na majaczące w ciemnościach domy.

– Nie dzisiaj – powiedziała i znów puściła się biegiem.

Opowiadanie zostało nagrodzone w I Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Pod Poetyckim Zawołaniem Rocha Sęczawy”

6 KOMENTARZE

  1. Piękne opowiadanie pełne dźwięków, metafor, liryki i miejsce jakbym tam była. Klimat jak w mojej podkarpackiej wiosce o tej porze, ale ja wodniaczka też jestem, i Warmia i Mazury to moje wspomnienia z nieodległych, spędzonych z moim chłopakiem chwil. To wszystko czuje się w każdym fragmencie ciała, które drży jak potrącona smyczkiem struna. Pięknie! Magda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge