tomasz organek
fot. Piotr Szauer

Tomasz Organek: Polska muzyka

Łukasz StaniszewskiMam takie wrażenie, że po latach naśladownictwa i wtórności, polska muzyka zaczęła wreszcie posługiwać się własnym językiem i nabrała oryginalności.

tomasz organekTomasz Organek: Też to zauważyłem i bardzo sobie to cenię. Nawet bardzo młodzi wykonawcy znaleźli swój język, mam na myśli np. The Dumplings, których bardzo cenię; mają własny sposób na wyrażenie siebie, bez oglądania się na innych, bez chęci robienia czegoś „podobnie”. Myślę, że to znak naszych czasów. Od dwudziestu pięciu lat jesteśmy już wolnym krajem i powoli wyzbywamy się kompleksu bycia „z Polski” czy „ze Wschodu”. To ma coraz mniejsze znaczenie. Młodzi ludzie przestają myśleć, że my jesteśmy gorsi od np. ludzi Zachodu. Oczywiście, wciąż ich podpatrujemy, szczególnie, że stamtąd wywodzi się muzyka, którą słuchamy, ale to nas już nie paraliżuje. Może oni wyznaczają jakieś nowe kierunki, ale nie zabierają nam własnej inwencji. To pasjonujące zjawisko.

Na mnie wielkie wrażenie robi Kapela Ze Wsi Warszawa, która z muzyki ludowej, której przez wiele lat się wstydziliśmy, uczyniła przekaz uniwersalny, o wiele chętniej słuchany w Europie niż np. zespoły rockowe.

Tu zgoda, ale przecież nie wszystkie polskie zespoły będą grały muzykę ludową. Jest cały szereg gatunków, które chce się „dotknąć”, nawet jeśli powstały one w Stanach czy w Anglii.

Bardzo cieszy mnie też fakt, że coraz więcej zespołów śpiewa po polsku. Dla mnie to bardzo ważna rzecz, właściwie podstawowa. Kolejne angielskie zespoły z Polski są po prostu nudne. Są przewidywalne. Pomimo, że świetnie brzmią, są pozbawione jakichś emocji, koloru i wyrazu. Język angielski brzmi uniwersalnie, ale ja mam wrażenie, że w muzyce wcale nie chodzi o uniwersalizm.

Może chodzi o pragnienie zaistnienia na zachodnich rynkach?

organek
fot. Piotr Szauer

To jest błędne myślenie. Ja życzę wszystkim powodzenia, ale żeby zrobić karierę na Zachodzie trzeba olbrzymiej ilości pieniędzy. Nie wierzę w gadanie, że dzięki Youtubowi można zrobić karierę na całym świecie. Żeby dotrzeć do określonego klipu w internecie trzeba go szukać i trudno uwierzyć, że 10 milionów ludzi zagranicą przypadkowo kliknie w takie wideo. Raczej jakaś wytwórnia z zagranicy musiałaby kupić licencję i wydać polski zespół. To się miało zdarzyć w jednym przypadku, kiedy CBS chciało wydać płytę Czesława Niemena w USA. Ale się nie zdarzyło, bo artysta nie wyraził chęci. Poza jazzmanami, muzyką poważną i ludową, Zachód się nami mało interesuje, bo oni mają takich zespołów na pęczki.

I tu, wracając do tematu uniwersalizmu, muzyka musi mieć koloryt lokalny. Chcę śpiewać o tym co tutaj się dzieje, żeby to było osadzone w polskich realiach. Drażni mnie kiedy wychodzi zespół rockowy czy countrowy i śpiewa o Alabamie. A co oni mają do powiedzenia o Alabamie? Ile jest w tym prawdy?

Jestem Ci wdzięczny, że swoją płytą obaliłeś mit, że nie da się dobrych melodii śpiewać po polsku. Podobno śpiewanie w naszym języku pozbawia melodię niuansów i upraszcza ją.

Trochę w tym racji jest. Język polski nastręcza wiele problemów i trzeba bardzo pieczołowicie pisać tekst, żeby melodia nie „kłuła”, żeby wszystko było płynne i zjadliwe. Z angielskim jest o wiele prościej, bo wszystko dobrze brzmi, ale nie o to chodzi w sztuce żeby coś było łatwe. Trzeba znajdować rozwiązania skuteczne, które wywołują emocje. A ja po angielsku tych emocji nie czuję, bo to nie jest mój język, ja się z nim nie identyfikuję, choć go znam bo skończyłem anglistykę. Rozumiem i znam słowa, ale nie wywołują one we mnie żadnych skojarzeń i uczuć. To daje tylko język natywny, w którym się człowiek urodził, wychował i przeżył swoje życie. Dzięki temu tylko można opisać emocje i je zrozumieć. Nie wyobrażam sobie żebym miał przejść całkowicie na język angielski w piosenkach, w poszukiwaniu światowej kariery, bo to bzdura.

Z mojego zawodowego doświadczenia wynika, że jest coś takiego jak „polska nuta”. To smuteczek.

tomasz organek
fot. Radek Hrynek

No tak, ale ja lubię ten „smuteczek”, bo to jest melancholia, taki sentymentalizm, który chyba jest typowy dla tej części świata. Ja go lubię, on jest częścią mnie, jestem Polakiem i jest on we mnie wpisany. Często bazuję na melancholii, bo na niej bardzo dobrze buduje się emocje i można bardzo dużo rzeczy opisać.

A Ty jeszcze często piszesz przygnębiająco.

Życie też różowe nie jest. Różne rzeczy się człowiekowi zdarzają, te fajne i te mniej fajne.

My nawet w święta się smucimy.

Nasze święta mają charakter religijny i przeżywamy je w określony sposób. U Amerykanów są laickie i komercyjne, kojarzą się z coca-colą i mikołajami, którzy pojawiają się już w połowie listopada. Oni to przeżywają na wesoło, po disneyowsku.

A jak się żyje człowiekowi ze świadomością, że jego muzyka nie jest mainstreamowa, nie będzie promować coca-colowych świąt. Kiedyś Robert Brylewski bardzo się żalił, że mu się źle żyje.

Z muzyki żyje się różnie. Przez lata biedowałem, byłem w zespole (SOFA przyp. autora), który miał swój moment. Teraz żyje mi się świetnie i te pieniądze są, ale to jest pewnie tylko chwila. Sprzedajemy pełne sale, gdy wydawałem płytę, graliśmy dla trzydziestu ludzi, teraz gramy sale dla ośmiuset, tysiąca osób. Wszystkie koncerty mamy wyprzedane. Ale jestem świadomy, że to musi minąć, że to jest jakaś górka i nie będzie trwała wiecznie. Ludzie naoglądają się Organka, będą wiedzieć kim on jest i mam nadzieję, że zostanie ta publiczność, która naprawdę jest zainteresowana muzyką. Część przychodzi bo widziało mnie u Wojewódzkiego, chociaż ja po telewizjach nie łażę. Część słuchaczy musi nasyć swoją ciekawość. Zobaczymy, może za kilka lat też będę protestował jak Brylewski (śmiech). Jestem na to przygotowany, takie życie wybrałem.

tomasz organek
fot. Radek Hrynek

Okazuje się, że w Polsce istnieje zapotrzebowanie na inną muzykę.

Od lat chciałem założyć ten zespół – gitarowy, rockowy i po polsku. To były jedyne wyznaczniki. Gdybym planował „zagospodarować część rynku” pewnie bym obskoczył wszystkie telewizje, nawet mnie do Voice Of Poland zapraszali, żebym zaśpiewał piosenkę. Nie planowałem robić żadnego skoku na kasę, bo wtedy inaczej by to wyglądało. Byłbym w telewizji i grał na Sylwestra. Mnie interesuje prawdziwe granie muzyki i czas zweryfikuje czy robię to szczerze czy nie. I chcę to robić do końca życia.

Twojej karierze pomogły media publiczne. Czego się po nich spodziewasz?

Oczekuję niezmiennie jednej rzeczy – żeby nie zamieniały się w pędzący za słupkami pociąg w typie komercyjnych stacji. Media publiczne są od tego, żeby prezentować ważne i wartościowe zjawiska kulturalne w tym kraju. Jeżeli Państwo chce mieć mądrych i świadomych obywateli to powinno ich edukować.

Przed Tobą druga płyta. Jak sobie radzisz z oczekiwaniami wobec niej? Podobno to najtrudniejszy moment w karierze.

Mój sposób jest taki, żeby totalnie nie przejmować się pierwszą płytą. Żadne naciski i oczekiwania mnie nie dotyczą. Poza moimi własnymi. Chcę nagrać kolejną dobrą płytę i tyle. Nie wiem czy ona będzie satysfakcjonowała słuchaczy, na pewno będzie ona satysfakcjonowała mnie, bo jeżeli ją wypuszczę to znaczy, że jest skończona i chcę się pod tym podpisać. Nie wiem jak zostanie odebrana, może wszyscy ją zlinczują. Nie mam pojęcia i kompletnie się tym nie przejmuję. Chcę do płyty podejść tak jak do poprzedniej, nagrać ją bardzo szczerze i rzetelnie.

Olsztyn, 30 stycznia 2016

Tak się złożyło, że autor wywiadu miał okazję zagrać kilka piosenek z rozmówcą. Taka sytuacja. Rzecz się działa w studiu nagraniowym Radia UWM FM w Olsztynie.

Materiały dzięki uprzejmości UWM FM

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge