starcy

Na Warmii starzy ludzie nie mieli lekko. Gdy czas pozbawiał ich sił i przydatności, dobre dzieci budowały im dodatkowy pokój, w którym dożywali swoich dni. Jeśli w domu był dostatek, starcy żyli ile było trzeba. Gdy bieda zaglądała w oczy, nie starczało już jedzenia dla rodziców.

Dusze starców nie szły od razu do nieba. Pomarłe z głodu chciały się jeszcze najeść ostatni raz. Krążyły wtedy po wsi i wyły ludziom w okna. Raz wysoko i piskliwie, a czasem nisko jęcząc i bucząc. A nawet ktoś słyszał jak duch płakał „Jezu, Jezu, Jezu”!.

Może tak było i u Małego Kuby. Miał on ziemi mało i słabo rodzącej, przez co musiał czasami pracować u innych. Nie szanowano go we wsi, bo biedak był i tyle. Pod koniec czarnej zimy ojciec mu umarł. Szeptano, że choć sobie od ust odejmował, to i tak na jedzenie dla taty nie starczyło.

Musiało być coś na rzeczy, bo ostatnio jęki głodnej duszy nie dawały zasnąć. Trzeba było okna na noc zamykać i dodatkowe Zdrowaś Maryjo odmawiać. Ludzie nawet kładli kawałki chleba na próg domu, by się ojciec Kuby najadł i odszedł wreszcie na zawsze.

Choć niejeden prosił księdza Łukasza o pomoc, ten rozmawiać nie chciał. Spod krzaczastych brwi tylko okiem błyskał i odlatywał do swoich spraw.

Coś się odmieniło na wiosnę w Małym Kubie. Gdy po wsi chodził to zęby szczerzył i zadziornie chłopom w oczy patrzył. Może on i biedak, ale potrafił dobrze podupczyć. Jak ojciec odumarł, to się w domu nie trzeba było już krygować i pod pierzyną różne rzeczy się działy. Aż jego żona Maria fal gorąca dostawała.

I wyła wtedy wniebogłosy tak, że się nietoperze w stodole budziły i ciemną chmarą w noc wylatywały.

8 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge