Po co komu malarstwo?

Spotkałem się z opinią, dotyczącą malarstwa, że to jest spisek, że wszyscy się umówili, że Mona Lisa jest wspaniałym obrazem, że Picasso był genialny i Van Gogh też.

Małgorzata Jackiewicz - Garniec
Małgorzata Jackiewicz – Garniec, historyk sztuki.

Małgorzata Jackiewicz-Garniec: Niestety niechęć do współczesnego malarstwa wynika, z braku edukacji. Proszę zwrócić uwagę, że od wczesnych lat uczymy się liczyć i pisać, poznajemy podstawowe zjawiska fizyki i chemii, a o sztuce nie uczymy się prawie wcale. To o tyle dziwne, że w historii człowieka, towarzyszy mu od początku. Zawsze coś rysował, coś rzeźbił. W ten sposób wyrażał swoje emocje, uczucia i myśli. Zależało mu też, żeby zostawić coś po sobie – refleksję na temat swojego życia i otaczającego go świata. I tak jest do dziś. Tworząc, artyści uwieczniali swój czas, a zdarzało się też, że potrafili przewidzieć przyszłość. Przecież poprzednie epoki poznajemy właśnie dzięki tworzonej wtedy sztuce. Na wakacjach odwiedzamy muzea i katedry, właśnie po to by poznać ludzi i kraj, w którym jesteśmy.

 

robert listwan
Robert Listwan, artysta malarz

Robert Listwan: Gdy idę do dobrego muzeum w Londynie czy w Berlinie i tam oglądam obrazy, to już mam nastawienie, że wszystko co widzę to musi być prawdziwa sztuka na najwyższym poziomie. Nawet ja daję się na to nabrać. I to nieprawda, ze wszystko to, co tam „wisi” to wielka rzecz. Znam te instytucje od zaplecza, mechanizmy, które powodują promocje pewnych artystów. Przecież są ludzie, którzy zawodowo, za duże pieniądze zajmują się tym, aby o danym malarzu było głośno, uznawano go za wybitnego i prezentowano w najlepszych galeriach.

To jak w takim razie się w tym wszystkim połapać. Jak oceniać to, co widzimy?

R.L.: Przeciętny odbiorca ma problem. Chyba musi kierować się intuicją. Dobrze napisana książka, świetnie zrealizowany film jest wstanie porwać każdego, niezależnie jaki poziom wiedzy reprezentuje. Tak samo jest w malarstwie. Jeśli w płótno włożona jest prawdziwa pasja, wiedza i doświadczenie, to to widać i odbiorca nie musi te rozumieć, on to czuje.

M.J.G.: Musimy zdać sobie sprawę, że gdy na świecie pojawiła się fotografia i kino, zmieniła się rola artysty i sztuki plastyczne. Malarstwo nie musiało już przedstawiać rzeczywistości bo o wiele lepiej i łatwiej robiły to ruchome obrazy. Chociaż malarstwo, które mamy w starych katedrach, przedstawiających scena po scenie, Stary i Nowy Testament, to też jest film. Tylko klatki zmieniają się wolniej.

Masowy odbiorca wybiera nowe technologie, bo kiedyś swatając małżeństwa trzeba było namalować portret panny młodej, wysłać go do kawalera z zapytaniem, czy chce ją pojąć za żonę. Teraz jest to o wiele prostsze.

Te zmiany zmieniło malarstwo, które musiało sobie znaleźć nową przestrzeń. Cele pozostały te same, wciąż istnieje potrzeba wyrażania naszych uczuć, myśli i historii. Ale przecież każdy z nas jest inny. Różnie widzimy kolory i kształty. Już w dziewiętnastym wieku zaczęto zastanawiać się nad sposobem widzenia i zjawiskami optycznymi. Impresjoniści postanowili namalować światło. Kształty i formy nie odgrywały już takiej roli.

I naprawdę coś widać w kolorowych kreskach i plamach?

R.L.: Nawet malarze kłócą się między sobą, o to, co czym jakie jest. Oprócz intuicji pomocna jest wiedza, poznanie historii. Ludzie patrząc na Picassa, myślą – o co chodzi? –

Pablo Picasso
Pablo Picasso, The Weeping Woman

przecież moje dziecko by tak namalowało. To tylko pozory. Każdy obraz jest usadowiony w czasie. Dzisiaj Picasso nie robiłby większego wrażenia, sto lat temu był rewolucyjny. Dzisiaj malowanie jak Picasso to tylko naśladowanie tego, co ktoś kiedyś już wymyślił. Nawet jeśli te obrazy byłyby technicznie lepsze. To już nie kreacja, to naśladownictwo. Od Niemena też śpiewają lepiej. Ale jakoś nikt nie robi takiego wrażenia jak on. Żeby docenić malarstwo, szczególnie dwudziestowieczne, trzeba trochę wiedzieć co było wcześniej, poznać odwagę tych co złamali reguły i zasady malarstwa, które obowiązywały przez wieki. Że zobaczyli coś, czego nie widział nikt wcześniej i nadali nowe kierunki.

Ale przez to ludzie przestali to rozumieć. Kiedyś bez trudu rozpoznawali na płótnach kształty i postacie.

M.J.G.: Kiedyś malarstwo funkcjonowało dzięki mecenasom, którzy narzucali tematykę. Zwykle byli to ludzie Kościoła, którzy zamawiali obrazy przedstawiająca sceny i postacie biblijne oraz arystokracja, zamawiająca portrety. Sto lat temu malarze tworzyli już tylko dla siebie. Byli wolni, chociaż często biedni. Coraz częściej w ich dziełach ważniejsza była forma niż temat. Dzięki temu sztuka współczesna jest tak różnorodna.

Można coś podejrzewać. Obrazy, w których nie wiadomo o co chodzi, osiągają astronomiczne ceny, a jeleń na rykowisku to kicz. Z kolei od dziecka nam wmawiają, że obraz Mona Lisy jest fantastyczny.

R.L.: Mona Lisa jest zrobiona perfekcyjnie. Wszystkie środki jakie tam zostały zawarte, takie jak pejzaż, perspektywa, laserunek i wiele innych, są znakomicie zastosowane. Tylko,

Leonardo da Vinci
Mona Lisa

że ja to widzę po skończeniu szkoły, wielu rozmowach z zawodowcami. Swoją drogą tak wiele osób powtarza legendę Leonarda Da Vinci, że w końcu wszyscy zaczynają w nią wierzyć i dostrzegać w jego obrazach błysk geniusz. Nawet jeśli nie wiedzą dokładnie gdzie i w czym. Ludzie przyzwyczajają się do wizerunku artysty „Da Vinci wielkim malarzem był”, tak jak do wyobrażenia jeża niosącego na igłach jabłko. Niezależnie, jak jest naprawdę. Warto poznawać biografie artystów, bo to często wiele wyjaśnia. Dlaczego tak malują, albo dlaczego czegoś nie malują. I wtedy okazuje się, że choć mamy wrażenie, że sami moglibyśmy tak malować, to jednak nikt przed nimi tego nie zrobił ani na to nie wpadł.

M.J.G.: Nic w życiu nie jest proste. Nie możemy chodzić na wystawy bo ktoś nam każe. Nie musimy wszystkiego rozumieć. To zależy od nas. Moja rada jest tak, żeby dać sobie luz. Patrzeć na obraz zastanawiając się czy on nam sprawia przyjemność. Czy te dziwne kropki i kreski działają na nas, czy nie. Nie

Wassily Kandinsky
Wassily Kandinsky, Transverse Line

zamykajmy się przed czymś, czego nie rozumiemy. W obrazach Kandinskiego bez sensu jest szukać pejzażu, jemu nie o to chodziło. Jego plątanina kresek i barw, ma na siebie zwracać uwagę i oddziaływać na nas.

A swoją drogą, dlaczego gubimy się w abstrakcjach malarskich, choć nie przeszkadza nam abstrakcja matematyki i fizyki?

Dobry obraz jest wielowarstwowy. Wszystko ma w nim znaczenie – jak został namalowany, jak farby zostały ze sobą złożone. Ma w sobie jakąś tajemnicę, która sprawia, że latami będziemy na niego patrzeć. Dlatego wciąż fascynuje nas uśmiech Mony Lisy.

A co z Jacksonem Pollockiem? Jego obrazy przypominają spodenki, o które Robert wyciera pędzle.

R.L. A wiesz, że gdy wycieram farbę o moje spodenki, to intuicyjnie patrzę jak to robię. Myślę sobie, kurcze, tu do tej bieli będzie pasowała czerwień. Maluję na swoim ubraniu.

Jackson Pollock
Jackson Pollock

Wbrew pozorom obrazy Pollocka są przemyślane – forma, ekspresja, układ plam. Razem tworzą wyjątkowy obraz. Nie trzeba wszystko wiedzieć i rozumieć. Obraz sam do nas dotrze i zrobi wrażenie, czasem kolorem, kształtem lub czymkolwiek. Na to nie ma metody. Trzeba po prostu jak najwięcej obcować ze sztuką.

M.J.G.: Wiele ludziom się wydaje, że znają się na sztuce. Twierdzą na przykład, że to drzewo jest źle namalowane, bo jest krzywe, albo, że kubistyczny portret kobiety składający się z prostokątów jest kompletnie bez sensu. A więc zawód historyka sztuki jest bardzo podejrzany. Zawodowcy i malarze lepiej doceniają dzieła pod kątem formalnym, ale interpretacja należy już do każdego chętnego.

Podam gorszy przykład, „Czarny kwadrat na białym tle”. Dla wielu to ani sztuka, ani obraz. No chyba każdy namaluje kwadrat.

Kazimierz MalewiczR.L.: To czemu nikt tego nie zrobił wcześniej? To nie jest takie proste. Namaluj taki kwadrat, nazwij go obrazem, publicznie go zaprezentuj i próbuj się obronić. To wymaga odwagi, bo musisz udowodnić, że twoja ideologia malarska ma sens. To z pewnością była prowokacja artystyczna i skoro o niej rozmawiamy, to chyba autor Kazimierz Malewicz, odniósł sukces. Myślisz, że każdy powinien malować realistycznie, bo to zapewni zrozumienie i sukces? Przecież to byłoby nieszczere. Pod publiczkę i dla pieniędzy. Wyobraźmy sobie rzeźbiarza, który rzeźbi koniki. Ma prawo, ale czy to będzie sztuka? Innym przykładem jest street art, czyli obrazy tworzone zwykle anonimowo i nie na sprzedaż. Nawet biletu do galerii nie musisz kupować, bo galeria to kawałek ściany. To dla mnie przykład absolutnej szczerości artystycznej, wobec odbiorcy i wobec siebie.

To zapytam jeszcze raz. Po co komu malarstwo?

M.J.G.: Sztuka jest po to, by czerpać z niej przyjemność. Ma służyć oderwaniu od codzienności i refleksji nad nami i naszym życiem. Powinna poszerzać horyzonty.

R.L.: Niektórym, by zawiesić obraz nad kominkiem i on będzie pasował do kanapy. Mnie to nie przeszkadza. Bo ci ludzie, żyją na co dzień z tym obrazem i jest im z nim dobrze. Z każdym dniem ten obraz wygląda inaczej, co innego widzą przy śniadaniu, inne rzeczy widzą w nim wieczorem. On sprawia im przyjemność i staje się członkiem rodziny. Mają wrażenie, że obraz oddaje ich uczucia a jego twórca dobrze ich rozumie. I staje się dla nich ważne, że jest ktoś, kto potrafi zrozumieć ich świat.

Jakieś rady dla ludzi odwiedzających galerie?

R.L.: Nie lubię jak w rozmowie ze mną, ktoś powtarza „ja się nie znam”. Ani ja tego nie oczekuję, ani to nie jest bezwzględnie potrzebne. Jak coś nam się podoba, to nikt nam tego nie zabierze. Ja też w interpretacjach tego samego, klasycznego utworu granego przez różne orkiestry, kompletnie nie słyszę różnicy. A później pięciu krytyków przez godzinę omawia „zasadnicze” różnice w wykonaniu. Mogę o tym wiedzieć, ale nie muszę, żeby się dobrze bawić.

M.J.G.: Nie da się poznać malarstwa współczesnego z książek. Warto czytać, ale trudna lektura, dla zawodowców. Tak naprawdę, żeby się czegokolwiek dowiedzieć, trzeba chodzić do galerii. Nie ma znaczenia kim jesteśmy z zawodu i wykształcenia, trzeba dać sobie szansę.

Czy krytycy są potrzebni? Mogą przecież podpowiedzieć, co warto zobaczyć.

R.L.: Ale to zawsze będzie jakieś sugerowanie. I to może męczyć. Dlatego lubię internet. Tam widzę obraz bez kontekstu, nie znam autora ani jego fascynacji, nie wiem co zamierzał osiągnąć. Ale widzę co namalował i albo to kupuję, albo odrzucam. Czysty odbiór.

Nie zawsze obrazy są świetnie, czasami są tylko zapisem przemyśleń i procesów. Ale okazały się przełomowe. Tak jak wynalezienie koła. Nie sądzę, że pierwsze koło było idealne, ale jest faktem historycznym, zapoczątkowało coś nowego.

Czasem warto podziwiać obrazy za kunszt wykonania. Na mnie wrażenie zawsze robi Gierymski, w sposób jaki przedstawia światło bije na głowę współczesną fotografię. Udało mu

Aleksander Gierymski
Aleksander Gierymski, Piaskarze

się stworzyć jakąś intymność światła. Za pomocą kilku pociągnięć pędzla osiągał niezwykłe efekty. Oddawał istotę rzeczy.

A co to jest kicz w malarstwie? Czy można namalować jelenia na rykowisku, który nie będzie kiczem?

R.L.: To trudne zadanie, bo sam temat niesie za sobą pewien bagaż skojarzeń. Ale wierzę, że można.

Jakbyś miał z premedytacją namalować kiczowaty obraz, to co to by było?

Jeleń na rykowisku
Jeleń na rykowisku

R.L.: Musiałbym nadużyć barw, najlepiej prosto z tubki. Stworzyłbym kolorystyczny sos. Temat też ma znaczenie, bo jeszcze nie widziałem dobrze namalowanego jednorożca. Gdyby to był portret, to w oczach byłyby ogniki, wyrażające namiętność. Przerysowałbym sobie postać gwiazdy filmowej lub muzycznej, np. Michaela Jacksona. W tle byłaby tęcza i zielona trawa. Michael byłby uśmiechnięty i obejmowałby dziecko. Musi też znaleźć się miejsce na małpę, która również tonie w objęciach. Wkoło nich na różowym tle widniałby napis, w stylu starych makatek – „Kochamy Cię”.

 

I jeszcze…

kaja hrynek
Kaja Hrynek, fotografka.

Kaja Hrynek: W fotografii obowiązują mnie takie same zasady jak przy tworzeniu obrazów. Ważna jest kompozycja i dobór kolorów. Trzeba się tego nauczyć. Wiedza techniczna, dotycząca odpowiednich parametrów fotografii to jedno, a umiejętność zapanowania nad poszczególnymi elementami obrazu tak, żeby to faktycznie robiło wrażenie na widzu i oddawało to, co my chcemy przekazać poprzez zdjęcie, to zupełnie odrębna sprawa.

Malarstwo jest potrzebne każdemu. Szkoda, że dzieci nie uczy się zasad kompozycji i nie zaszczepia się chęcią zdobywania wiedzy estetycznej. Wychodzi to później, kiedy nie tylko nie potrafimy zaprojektować ogrodu, bo to jeszcze wymaga wiedzy z innych dziedzin, ale nie potrafimy sobie nawet dobrać kolorów ścian do naszego mieszkania. Nie potrafimy się też ubrać. Kiedy popatrzymy na ludzi związanych ze sztukami pięknymi, to zobaczymy, że oni nawet wyglądają w specyficzny sposób, czasami bardzo ekstrawagancko, ale widać po ich stroju, że oni go komponują. Świadomie dobierają poszczególne elementy i zestawiają kolory. Widać to też po miejscach, w których mieszkają. I to jest bardzo fajne.

 

lidia piechota
Lidia Piechota, dziennikarka

Lidia Piechota: Od dziecka lubiłam rysować i malować i wydaje mi się, że takie doświadczenia mają wpływ na wszystko, co się dzieje w naszym życiu. Dzięki temu jesteśmy wrażliwi na to, że coś jest estetyczne, ładne, kolorowe i dopasowane lub nie. Ewidentnie, fakt, że lubiłam malować i chodziłam na wystawy malarskie, odgrywa w moim życiu ważną rolę, ponieważ ja po prostu dużo „patrzę”. Nie tylko mężczyźni są wzrokowcami, kobiety również. Lubię patrzeć na kobiety, bo są dziełami sztuki, dbam aby moje dziecko było kolorystycznie ładnie ubrane i daje mu kredki żeby on także swoją wrażliwość rozwijał. W tej chwili współpracuję z marką odzieżową i zwracam uwagę, aby w ekspozycjach w sklepie, kolory współgrały ze sobą i przemawiały odpowiednio do patrzącego. Również prowadząc bloga chcę, by był on ładny i miły dla oka.

Czasami dostrzegam brak wyczucia stylu czy estetyki. Ludzie wyglądają czasami po prostu źle. Kompletnie nie potrafią dopasować ubrań, kolorów i fasonów do swojej sylwetki i wyglądają wręcz karykaturalnie. Ostatnio widziałam ładną dziewczynę, dobrze umalowaną i z dobrymi jakościowo ubraniami. Ale wyglądała strasznie, ponieważ miała za krótką kurtkę, bardzo szerokie biodra i opięte, jadowicie zielone spodnie i kozaczki. Efekt był tragiczny. Brakowało jej umiejętności „namalowania” swojej postaci. Może nie spojrzała w lustro?

 

Jarosław Korzeniewski
Jarosław Korzeniewski, plastyk, grafik komputerowy

Jarosław Korzeniewski: W swoim życiu wprowadziłem pewien rozdział. Dzieła malarskie to nie jest produkt pierwszej potrzeby. Gdybym miał funkcjonować opierając się tylko na sprzedaży obrazów to byłoby mi wyjątkowo trudno. Jest to zajęcie, które pielęgnuję, wciąż tworzę, ale raczej hobbistycznie. W pierwszej kolejności podejmuję takie zadania malarskie, które zapewniają mi byt.

Udało mi się pogodzić moją pasję z zawodem. Moje obrazy wykorzystuję w produktach graficznych. Robię im zdjęcia i w wersji elektronicznej służą mi jako projekty okładek lub ilustracje w książkach i albumach.

Bliska jest mi idea do pobudzania ludzi do chęci posiadania obrazów i sztuki. Często jednak okazuje się, mamy większe problemy na innych życiowych płaszczyznach i potrzeba obcowania ze sztuką jest spychana na dalszy plan. Powoduje to coraz większe oddalanie się od sztuki.

Sztuka zawsze uwrażliwiała i jeśli nie będzie potrzeby poszukiwania piękna i estetyki, to w to miejsce będzie wchodziła brzydota. Brak pozytywnego przekazu może wywoływać w nas agresję.

…oraz jeszcze:

Życie pisze najlepsze puenty, oto wiadomość z ostatniej chwili: Najdroższy obraz świata sprzedany.

6 KOMENTARZE

  1. Prawdę mówiąc samo malarstwo nie wydaje mi się niezbędne w życiu.
    Moim zdaniem powinno po prostu cieszyć oko 😀
    Co prawda, rozumiem, że artysta próbuje coś przekazać w swoich dziełach ale odczytanie tego z obrazu nie należy do najłatwiejszych 😛

  2. Obrazy i samo malarstwo jest moim zdaniem ważne, jest ono częścią sztuki, kultury która jest z nami od tysięcy lat, to dzięki tej kulturze nasze społeczeństwo jest takie jak jest aktualnie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge