Oczy rzeźnika – słuchowisko

1
133

Jakże przyjemnie jest zaprosić Was na słuchowisko „Oczy rzeźnika”.

Tym razem w wersji dźwiękowej, wracamy do warmińskiej wioski Małe Grozy.

Wystąpił – Maciej Mydlak

Muzyka: Radosław Hrynek i Dizaman

Produkcja: Dizaman

Słuchowisko powstało w studiu nagraniowym Radia UWM FM.

A oto wersja „pisana”:

Po co mnie o niego pytasz? Nie ma co gadać. Tak, znałem go, odwiedzał mnie choć tego nie chciałem. Widzę, że lubisz sensacje. Tak, to ten facet, który nadepnął na własne oczy…

Taki chudy był, żyła. Miał potrzaskane szkła w okularach, więc musiał tak śmiesznie pochylać głowę, żeby cokolwiek zobaczyć. I zawsze od niego było czuć. Taka mieszanka, że nie chcesz wiedzieć.

Przychodził do mnie. Ja pracowałem, a on gadał. Niby do siebie, ale patrzył czy słucham.

O czym pieprzył? Różnie. Zwykle o kobietach, które chciałby mieć. A to sąsiadkę, a to spotkaną dupę na drodze. Ślinił się na myśl co by z nimi robił. Nie mogłem tego słuchać, nie dało się. Ale wiesz, to był najlepszy rzeźnik we wsi. Jak go przetrzymałem, to później pół darmo dla mnie robił.

Kiedy ją poznał? Od razu to mi nie powiedział. Raz się wygadał, że jakąś podgląda, jak się puszcza z kimś ze wsi. Podchodził po same okno. I patrzył. Mówił mi, że mruczała jak kotka. A w ogóle to ona takie rzeczy robiła z tymi facetami, że on nie wiedział, że tak można.

Ty wiesz, to nawet zabawne jest, bo on z kotów robił świetne rękawiczki. Nie do za…je…ba…nia.

Skąd to znasz? Już ci mówili, co? Nie pytaj jak wiesz. Tak, też widziałem jak zwierzęta się go bały. Moja suka to ze strachu mało co się nie powiesiła na łańcuchu.

No i on w dzień zwierzęta szlachtował, a nocami pod okno łaził. Bo ta babka niewyżyta była. Codziennie kogoś miała.

A kiedyś mi powiedział, że wszedł do jej domu. Nawet mogę to sobie wyobrazić, jak taki przekrzywiony stoi, by ją zobaczyć. I jak się chwali, że wszystkim rozgada.

A skąd mam wiedzieć? Pewnie się przestraszyła. Albo dostał od niej coś, co zamknęło mu gębę. Ale później to gadał mi tylko o niej. Chyba mu się wszystko zaczęło mieszać we łbie, bo mu się szlachtowanie z pieprzeniem myliło.

Raz go zapytałem czym sam by tak nie chciał do niej pójść. Powiedział, że nie. Że patrzenie wystarczy. No dobra, mówię, jak chce tylko popatrzeć to jeszcze nie koniec świata. Szmata się puszcza, to ma za swoje.

A skąd mam kurwa wiedzieć, czy w końcu to zrobił? Czy mu się zachciało zapłaty? Nagle przestał przychodzić i tyle. Ja tam za nim nie płakałem.

To w niedzielę było. Wszyscy wtedy pod kościołem stali. Wiesz, jak to jest. Ludzi pełno, wozów też. Trzeba uważać. A ten pijany, ledwo na nogach, środkiem drogi idzie. I drze ryja.

Nie pamiętam. Coś o suce. Ale co tam dokładnie pierdolił, nie wiem. I jak tak w te wozy wszedł, to konie ze strachu na dwóch nogach chodziły.

To pamiętam. Rękę na taką jedną klacz podniósł. Ale nie zdążył się zamachnąć bo kopytem dostał w tył głowy, aż mu oczy powypadały na piasek.

No mówię ci. Takiego strzała dostał. I jeszcze krok zrobił do przodu. I wiesz co? Choć pełno ludzi było, to słyszałem jak trzaskają mu te gały. Tfu!

No mówię ci, że słyszałem. No i dobrze kurwa, bo przestał nas gnojek szantażować.

Poznaj inne słuchowiska Dizamana.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge