Matylda w pociągu

To mogłoby się wydarzyć...

2
72

Od dłuższego czasu przyglądała się Tomkowi, rozważając, czy rzeczywiście jej się podoba. Wrażenie z pierwszego spotkania dawno się już zatarło, nie widziała już dobrze zbudowanego ciała, zakończonego czarnooką główką.

Przejechała językiem po swych napuchniętych ustach, po raz setny sprawdzając, czy oparzenia może jednak zeszły.

– Nawet nie wiem, czy jest przystojny – pomyślała. – Nos trochę za garbaty, zęby jakieś takie. Mógłby się też dokładniej golić. Może on nie jest dobrze zbudowany, tylko gruby?

– Na co on tak patrzy? – zaniepokoiła się, bo Tomek od dłuższego czasu milczał, wpatrując się w okno. – Szyję ma fajną, w szyję mogłabym go pocałować.

– I gdzie jeszcze mogłabyś go pocałować? – pojawiła się kolejna myśl.

– Na pewno sprawdziłabym, czy jest gruby – odpowiedziała sobie. – Czy to telefon? Zawsze trzyma go w kieszeni?

– Weź się tam nie gap, bo jak zauważy, to będzie wstyd.

– Już, już… Fajny jest, wiesz?

– Myślisz?

– Fajny jesteś – powiedziała Matylda na głos i wychyliła się z fotela, żeby go pocałować. Jego wargi były ciepłe i domyślne. Złapał ją za ręce i przyciągnął do siebie.

W sumie to nic takiego się nie wydarzyło, ale Matylda nie miałaby nic przeciwko. Widok za oknem pociągu wciąż się zmieniał. Raz mijali drzewa w lesie, a później pola. A później mijali pola, a raz drzewa w lesie.

– Piękny jest nasz kraj – tym razem naprawdę powiedziała Matylda.

– Próbujesz zagaić rozmowę? – uśmiechnął się Tomek, bawiąc się swoim telefonem na podróżnym stoliku.

– Czekasz na telefon? – spytała.

– Nie, dlaczego?

Matylda z uznaniem pokiwała głową.

– Tak? – zapytał Tomek.

– Cieszę się.

– Z czego?

– Cieszę się z tej wycieczki. Dawno nie jechałam pociągiem –brnęła, zastanawiając się, czy w jej wieku wypada się jeszcze rumienić. – Opowiedz mi o swoich dziewczynach – rzuciła bez zastanowienia.

– Serio?

– A dlaczego nie? To może być ciekawe.

– Nikt nie lubi słuchać takich historii.

– Twoi koledzy na pewno nie narzekają.

– Koledzy może tak, ale…

– Daj spokój – przerwała mu Matylda. – Kto był ostatnio?

– Zelda.

– Zelda?

– Umówmy się, że nazywała się Zelda.

– A nie Xenna, albo chociaż Izolda? – śmiała się dziewczyna.

– Zelda.

– Dobra, niech będzie Zelda.

– Zelda była starsza ode mnie o dwanaście lat.

– Fiu, fiu…

– Co?

– Mamuśka.

– One potrafią być bardzo seksowne.

– Skoro tak mówisz…

– Mówię – Tomek nie do końca miał ochotę żartować ze swojej eks. – Zelda miała męża.

– Ups…

– Czy ty zamierzasz komentować każde moje zdanie, bo nie wiem, czy zdążę coś opowiedzieć – zniecierpliwił się Tomek.

– A daleko jeszcze?

– Daleko.

– Sam widzisz.

– Mam ci opowiedzieć o Zeldzie, czy nie?

– Mów, mów – kpiła Matylda.

– Zelda miała depresję – Tomek wysunął wskazujący palec w kierunku dziewczyny, skutecznie zamykając jej usta. – Jej mąż był powiedzmy… zapracowanym nudziarzem. Okej? Nie potrafił i nie miał czasu dostrzec, co się dzieje z jego żoną. I tego nie mogę zrozumieć. Ona była świetną dziewczyną.

– Staraj się w tej swojej opowieści kontrolować przymiotniki, dobrze? – zwróciła mu uwagę Matylda. – Nie była świetną dziewczyną, tylko dającą się lubić starszą panią. Nie była seksowna, tylko na swój sposób interesująca. Dasz radę?

– A niby, dlaczego? – w oczach Tomka pojawiły się złośliwe ogniki.

– Tak mi się będzie lepiej słuchało.

– Postaram się.

– Postaraj się – powiedziała Matylda przez zaciśnięte usta, bo znów siedziała na jego kolanach, zębami rozpinając mu koszulę.

– W sumie to Zelda była brzydka i głupia – wrócił do opowieści Tomek, ale ze śmiechu nie za bardzo mógł. – I brzydko pachniało jej z ust.

– Szybko się uczysz! – ucieszyła się Matylda.

– Muszę jednak trochę nawiązać do poprzedniej wersji, wytrzymasz?

– Spróbuję.

Pociąg przejechał przez most, a później, dla odmiany, mijał pola, a raz drzewa w lesie.

– Zanim mnie spotkała, Zelda miała dwa problemy – zaczął Tomek. – Była bardzo samotna i była bardzo samotna.

– I wtedy ty na białym koniu…

– I tu cię zaskoczę, bo właśnie, że nie! Nie miałem zamiaru w niczym pomagać Zeldzie.

– A w czym miałeś jej pomóc?

– Nie wiem, czy wypada o tym mówić – Tomek zawiesił głos.

– Czyli chodzi o seks.

– Ona nigdy tego by się do tego nie przyznała, bo za bardzo się wstydziła. Ale mieliśmy dużo zawodowych kontaktów i Zelda zawsze szukała pretekstu, żeby się ze mną zobaczyć.

– Zalecała się?

– Nie, to nie w jej stylu.

– To jak się domyśliłeś? – Matylda ze strachem pomyślała, że Tomek może ją rozgryźć.

– Trochę po jej zachowaniu i trochę po sposobie, w jaki na mnie patrzyła. Najpierw myślałem, że to niechęć, później, że to nieśmiałość, ale w końcu…

– Że chce cię przelecieć – przerwała mu Matylda i zaraz pożałowała.

– Strasznie ją ten mąż zaniedbywał – powiedział niewzruszony Tomek, rzucając okiem na mijane pola, a raz na drzewa w lesie. – Zawsze myślałem, że kobiety różnią się od facetów w tej kwestii. Że potrzebują jakiejś otoczki, jakiejś aranżacji, długich rozmów, wzajemnego zrozumienia i takich tam.

– Aż tu nagle trzeba było się zamknąć i wziąć do roboty – dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem.

– Właśnie, skąd wiesz? – zaśmiał się Tomek.

– Dużo o tym czytałam.

– Nie wiem, czy powinienem opowiadać dalej.

– Chcesz skończyć w najlepszym momencie? To nie fair! – krzyknęła Matylda.

– Mam ci opowiadać ze szczegółami?

– Pewnie!

Pociąg zatrzymał się na stacji. Peron był pusty, nie licząc kobiety w średnim wieku w olbrzymim kapeluszu słonecznym. Zresztą wszystko w niej było duże lub bardzo duże. Walizki podróżne w jej rękach przypominały aktówki.

– No i w końcu się domyśliłem – Tomek oderwał wzrok od wielkiego kapelusza, kierując go z powrotem na Matyldę.

– Jak? – zapytała.

– Zaryzykowałem i trafiłem w dziesiątkę.

– Chwalisz się!

– Nie chwalę. Ona miała to wypisane na twarzy.

– Ciekawe, czy ja ma mam to wypisane na twarzy? – pomyślała Matylda, gwałtownie odrywając usta od jego torsu.

– Nie wdając się w szczegóły… – zawahał się Tomek. – Nie mogę zapomnieć jak się zachowywała, gdy w końcu to zrobiliśmy. Nawet nie wiem, jak to opisać.

– Rozczarowanie, rozbawienie, wstyd?

– To był rodzaj ulgi – Tomek nie zważał na jej docinki. – Jakby długo nie piła wody, albo miała za ciasny but, który musiała wciąż nosić.

– Trochę dziwne porównanie.

– Nie wiem, jak inaczej to powiedzieć. Czasem z ptaków zdejmuje się nylonowe żyłki, które latami wrastają w ich ciała. Może wtedy czują podobnie.

– Czyli byłeś erotycznym Greenpeacem?

– Uwolniłem orkę, to prawda – zaśmiał się Tomek.

Pociąg wrócił do swojego ulubionego zajęcia polegającego na mijaniu drzew w lesie, a raz pól.

Matylda przejechała językiem po swoich poparzonych ustach. Bąble miały się dobrze, zastanawiały się tylko, czy zaproponować dziewczynie zmianę koloru na fioletowy.

– Na jakiej podstawie twierdzisz, że była to twoja dziewczyna? Ona o tym wiedziała?

– Podejrzewasz mnie, że byłem seks-maszynką? – teatralnie oburzył się Tomek.

– Kim?

– Żywym tym… no… – Tomek wolał pokazać rękami, o co mu chodzi.

– W ogóle ze sobą rozmawialiście?

– Na początku, muszę przyznać, że mało.

Matylda uśmiechnęła się.

– Przepraszam, czy ty triumfujesz? – zapytał Tomek.

– Ja? Z jakiego powodu?

– Wiesz, facet, jako bezwolne narzędzie w rękach kobiety…

– Może być – Matylda nie była pewna, czy się nie wygada. – To jest całkiem dobry pomysł.

Tomek nachylił się i pocałował ją w usta. Była tak zaskoczona, że nie odwzajemniła pocałunku. Wtedy drzwi od przedziału rozsunęły się z hukiem.

– Przepraszam, czy tu wolne? – zapytała kobieta w olbrzymim kapeluszu. – Nie mogę dziś znaleźć sobie miejsca – powiedziała i nie spodziewając się odpowiedzi, zajęła fotel obok Tomka.

Matylda i Tomek nic już nie mówili. Patrzyli tylko na siebie, a wzrok dziewczyny informował go, że żałuje, że nie odwzajemniła pocałunku. Jego oczy za to zgadzały się na wszelką formę poddaństwa, jaką ona sobie zapragnie. Ona narzekała, że piżmowe perfumy ich nowej współpasażerki wcale nie muszą być perfumami. Odpowiedział jej, że chyba nie zdążył jej powiedzieć, o kilku innych miejscach, które koniecznie chciałby pocałować. Ona zapytała go, czy piżmak sąsiadki by mu w tym nie przeszkadzał.

– Nie, nie przeszkadzał – odpowiedział jej wzrokiem.

W przedziale panowała cisza przerywana jedynie odgłosami przełykanych kęsów kanapki z mięsem, specjalnie przygotowaną na tę okoliczność przez mikroskopijnego męża kobiety w kapeluszu.

Pociąg cierpliwie mijał pola, a raz drzewa w lesie.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge