chleb piwo
Najpierw chleb.

Gdy kromka upadnie na podłogę, to się ją podnosi i całuje na przeprosiny. I do śmietnika chleba nie wyrzucisz. A kiedy brodaty ojciec chleb dla rodziny kroił, to najpierw znak krzyża na skórce robił. Dziś sobie by palce uciął, bo po dwóch dniach chleba z piekarni nie pokroisz. Dziś chleb jest wielofunkcyjny. Pierwszego dnia do jedzenia, a później już tylko do przybijania gwoździ. No i smak bez smaku. Kiedy wgryzasz się w ciepły miąższ, przed oczami nie staje już obraz wsi babki kochanej, co jeszcze szklankę mleka prosto od krowy podawała.

Później piwo.

Napój nasz ratunkowy. Cywilizacyjny. Ile to ważkich decyzji dla kraju, Europy i świata podjęliśmy przy chmielu. Po całym dniu spiekoty, usta zamoczyć, pianę zlizać z wargi, głośno cmoknąć. Beknąć. Ile to dziewczyn przychylniej nas spojrzało. Zmieniał się świat i żony, a ono nas nigdy, nigdy nie opuściło, kołdrą błogiego snu na noc przykrywając. Kochanków piwa po brzuchach rozpoznasz, którzy swój majestat, lekko odchyleni w tył, przed sobą noszą jak sztandar. A teraz jedno smakuje jak drugie, nie rozpoznasz. Tylko reklamy większe, a radość mniejsza.

Jak żyć bez smaku? Tak bokiem, przez życie, truchcikiem? Odebrano nam życie, zabrano doznania. Oddajcie nam chleb i piwo.

felietony

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge