Bokser

2
68

Scena druga

[…] Wiecie, dlaczego zostałem bokserem? Co taki bokser jak ja, ma pod skórą? Mięśnie? Kości? Pokażę wam, co tam jest! O to tajemnica numer jeden.

[Fanfary, wokół lin przechodzi skąpo ubrana MEGI, nad głową trzyma karton z numerem jeden, na wzór dziewczyn zapowiadających kolejną rundę.]

Pod moją skórą mieszkają ludzie. Całe cholerne miasto.

Pepa! Chodź tu, bo nie mogę liczyć na swoich palcach.

[PEPA wchodzi na ring]

Licz Pepa!

Promotor, menadżer, agent…

[Podczas gdy LESZEK wymienia osoby, PEPA stojąc na środku sceny, zlicza je na palcach.]

…byłe żony, przyszłe kochanki i matka w grobie. Dalsza rodzina, która nagle poczuła żar rodzinnej miłości i koledzy ze szkoły, których do dzisiaj nie mogę sobie przypomnieć.

Dziennikarze, producenci telewizyjni, faceci od reklamy. Pokojówki w hotelach „gdyby pan czegoś potrzebował”.

Kumple-taksówkarze, kumple-sąsiedzi, kumple-moich kumpli, których zresztą nigdy nie miałem.

Mam trochę długów, więc telefon dzwoni przez cały dzień.

Facet od koksu do boksowania, facet od koksu na noc i facet od koksu na rano.

Facet od samochodów, facet od domów i facet od nowych samochodów i nowych domów.

Prawnik, jego asystent i asystent jego asystenta i kobieta od dobrej prasy.

Cizie od ubrań, cizie od fryzury i dentystka, która zresztą zasłużenie ode mnie ciągnie…

Fotograf i facet od koksu o którym nie wiedzą tamci faceci od koksu.

Co Pepa? Zabrakło ci palców?

Mieszka tu ich całe mnóstwo [wskazuje na części swojego ciała], czuję jak wkręcają się we mnie, wspinają się po żyłach wprost do mojej głowy. Karmią się moją krwią, zostawiają odchody w moich myślach.

Więc zaciskam pięści i biję się z kolesiem, którego namówili żeby stanął naprzeciwko mnie. Widzę jego czerwoną twarz i oczy dzikiego zwierzęcia zalane potem. Próbuje mnie uderzyć a wtedy walę go prosto w zęby, bo kiedy trafię… na krótką chwilę, na jeden cudowny moment, mój mózg wypełnia cisza. Nikt mi nie szepcze daj…, jeszcze…, daj jeszcze…

[Fanfary. MEGI prezentuje karton z numerem dwa.]

Pamiętam moment kiedy tata zorientował się, że mogę mu oddać. Przegapił czas w którym urosłem i nauczyłem się załatwiać ludzi jednym uderzeniem. Znów na jego twarzy pojawił się smutek. A ja znów poczułem wstyd.

Kiedy odszedł, to znaczy kiedy postanowił mnie porzucić i założyć nową rodzinę, poczułem jakby spadająca gilotyna w mojej głowie przecięła jakiś nerw. Zapomniałem o nim z dnia na dzień. Dopiero po dwunastu latach, zadzwonił do mnie telefon i głos w słuchawce poinformował mnie, że tata kompletnie nawalony, potrącił samochodem kobietę. Śmiertelnie. Z listy ludzi do zabicia, na której widnieje dużymi literami nasze nazwisko, akurat padło na Bogu ducha winną kobietę.
Później znowu zadzwonił telefon i głos przedstawił mi koszty procesu i zapytał czy będę wspierał tatę.

Tatę? Czyli kogo?

Dalibyście mu forsę na moim miejscu? Przecież dzięki niemu stałem się bokserem, prawda? Trochę na opak, trochę bez sensu, ale stoję tu przed wami i mogę dziś zagarnąć trochę szmalu.

To jak?

Jest jeszcze jeden moment, który lubię. Jak sam oberwę.  Nagle gaśnie światło i zapada cisza. Jestem na tej górskiej ścieżce o której mówiłem dziennikarzowi. Jestem tam sam. Idę przed siebie, do skalnego zakrętu, mijam go a przed moimi oczami rozpościera się nowy widok. Widzę szczyty i zarośnięte zbocza. Droga pojawia się i znika wśród skał. Mógłbym tak iść i iść.

Ostatnio jak leżałem na deskach to obudziłem się dopiero przy ośmiu. Rozumiecie? Ośmiu! Ledwo zdążyłem się pozbierać [śmiech].

[Fanfary. MEGI prezentuje karton z numerem trzy.]

A oto tajemnica numer trzy!

Ja pretendent do walki z pretendentem, bokser z krwi i kości, chociaż coraz bardziej przypominający mięso bez kości, naturalny talent w nienaturalnym świecie. Tornado – mistrz boksu!

Mistrz?

Tak się składa, że zdarza mi się postawić na własną przegraną.

Przegrywanie to jest dobry biznes. Mamy z Pepą system, najpierw wygrywamy kilka walk, a kiedy stawka robi się wysoka… bach! coś idzie nie tak. Przegrywanie na punkty to loteria, więc dla pewności, lepiej dobrze oberwać. Zresztą sędziowie też mają swoje interesy.

Wbrew pozorom, obrywanie nie jest wcale najtrudniejsze. Trudniej jest się powstrzymać. Pomyślcie, setki tysięcy razy ćwiczone uderzenia i odruchy powodują, że jesteś jak automat. Oko widzi okazję i ręka sama uderza. A wtedy można zepsuć dobry zakład. Mniejsza jeśli tylko twój, ale na twój nokaut stawia pół miasta. I robi się naprawdę nieprzyjemnie.

Pepa potrafi załatwić takie gówna, po których moje ciało zwalnia albo przyspiesza, zależy jaki ma być wynik. Mogę po nich boksować przez dwie noce, albo nie dać rady zaklaskać. Przytępiają się odruchy i w końcu łajza naprzeciwko robi swoje.

Nie uwierzycie, ale na ostatni numer namówił mnie mój tata [śmieje się]. Pewnego dnia staje w drzwiach i zaczyna gadkę: „Cześć synu, wybacz, że się długo nie odzywałem. Robiłem trochę tu, trochę tam, ale wiesz ile dla mnie znaczysz… Jest interes do zrobienia.”

Bo wiecie, tata oprócz boksu nauczył mnie obstawiać walki. Tylko, że mi nie zdarza się zniknąć z forsą.

Dałem mu wszystko co miałem. Chyba można zaufać własnemu ojcu? [śmiech]. On miał tylko zawieźć pieniądze gdzie trzeba. Ale nie zawiózł. Ściągnął kasę jeszcze od innych ludzi w mieście. No i zgubił się.

[Fanfary. MEGI prezentuje karton z numerem cztery.]

I najciekawsze! Czego chce ode mnie pan Morgan? Żebym przegrał, czy żebym wygrał?

[Leszek podchodzi do leżącego boksera i nim potrząsa.]

Wstawaj człowieku, nie rób mi tego. To nie może być koniec, słyszysz? Jak się nie pozbierasz to będzie po nas. Wstawaj, bo od nich tak dostaniesz, że dasz sobie spokój z boksem na zawsze.

Patrzcie, nie podnosi się. Załatwiony na cacy.

Wiecie, co płynie w tych żyłach? [wskazuje na przedramię] Wiara. Gdy umierasz na treningach, a później, gdy chcą cię zabić podczas walki, zostaje ci tylko wiara, że dasz radę złapać jeszcze jeden łyk powietrza.

Twój poobijany mózg podrzuca ci halucynacje, przychodzą do ciebie zmarli przyjaciele, a ty chodzisz z nimi po ulicy i z nimi rozmawiasz. Musisz wierzyć, że znikną, że to się nie dzieje naprawdę, a jeśli jest inaczej, że chociaż są po twojej stronie.

Jest jeszcze szmal, w który wierzysz. Bo wtedy nie grożą ci przez telefon, a dziewczynom nie przeszkadza twoja zapuchnięta gęba.

[znów podchodzi do leżącego]

Błagam, słyszysz? Zaczynają cię liczyć!

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

CommentLuv badge